
Tresiba nie działa 42 godzin (zazwyczaj)…

Tresiba nie działa 42 godzin (zazwyczaj)…
Protokół nie jest magicznym sposobem na każdy jeden przypadek cukrzycy. Jak zwykle w życiu bywa, są wyjątki potwierdzające regułę. Ale w większości przypadków naprawdę jest sposobem na cukrzycę – robi różnicę w cukrach, robi różnicę w wynikach, robi różnicę w komforcie życia. Ktoś kto jest na codzień chory (bo cukrzyca jest chorobą przewklekłą) może sobie poprzez zastosowanie pewnych reguł ułatwić to chorowanie. To, co pacjenci i lekarze czesto określają staroświeckim podejściem dr Bernsteina daje bardzo często paradoksalnie lepsze rezultaty niż zdawanie się całkowicie na cały ten postęp jaki się dokonał. Nie chce wylewać dziecka z kąpielą – pompy, cgmy i najnowsze insuliny czy inne leki maja swoje miejsce i zastosowanie bo każdy pacjent jest inny i ma inna sytuacje. Są ludzie, którzy nie są w stanie uporządkować swojego życia tu i teraz lub którzy zwyczajnie nie są w stanie nauczyć się i przestrzegać pewnych złotych zasad (przynajmniej na tym etapie swojego życia). Nie każdy musi być swoim własnym lekarzem. Ale dla tych, którzy chcą wiedzieć, chcą zrobić coś więcej dla siebie, protokół może okazać się kołem ratunkowym. Pytały mnie matki pięcio- i sześcioletnich dzieci jak sobie radzę ze zrostami. Odpowiadałem, że nie znam tematu. Następowała cisza w słuchawce. Czesto widzę memy cukrzycowe o nieprzewidywalnosci cukrów – nie znam tematu w takim zakresie. Okej może mi cukier wylecieć o 40-50mg/dl jak zrobię błąd albo złapie infekcje i jeszcze nie dostosuje bazy, ale nie o 100-150mg/dl. Czesto czytam o dzieciach, których rodzice „testują” poziomy 200-250, bo „cukier sam spadnie”. Okej, w remisji spadnie, ale ta remisja szybko sie skończy w ten sposób. Wiem, nikt bie ma czasu ani ochoty czytać ksiazek, każdy woli 15 minut wizyty u lekarza i złote środki i magiczne terapie i doskonale najnowsze technologie. Ja myślę, że w wielu przypadkach to emanacja wyparcia i brak przepracowania straty po usłyszeniu diagnozy. Ciężko jest zaakceptować bycie chorym na cukrzycę i ciężko jest z nią żyć. Każdy sobie ułatwia, tak jak potrafi, na tyle, na ile jest w stanie osiągnąć ze sobą samym kompromis i na ile go stać. Ja zamiast poprawiania nastroju węglami czy życia udając, że nic się nie stało, zachęcam do refleksji i do rozważenia wszystkich możliwości, nawet tych „przestarzałych”. Noże są dość starym wynalazkiem, a są z nami do dziś.
Tak wielu z nas, osobom chorym na cukrzycę, ale także ich bliskim i znajomym, życie z cukrzycą (lub obok niej) daje czasem w kość do tego stopnia, że wydaje się wręcz ono bez sensu, niewarte całego trudu. Szczególnie ciężko wykrzesać nadzieję, motywację do dbania o siebie, wiarę w jakikolwiek sens cukrzykom, którzy swojej diagnozy nigdy nie zaakceptowali oraz tym, którzy nie wierzą (już) w nic. Często robią mi oni wyrzut, że propaguję sposób na cukrzycę, który w ich przekonaniu sprowadza się do poświęcenia życia na kierowanie cukrzycą, nie zostawiając żadnej wolnej przestrzeni, żadnego wytchnienia na przyjemne życie. Kwestionują sens jakichkolwiek poświęceń i wszelkich starań. Rozważając potencjalną próbę wdrożenia metod opisanych w książce dr Bernsteina, z miejsca kwestionują celowość własnego istnienia w dodatkowych ograniczeniach. Paradoksalnie, w przypadku moim i wielu mi podobnym, to dopiero choroba (mówię to z perspektywy lat) i protokół dr Bernsteina to wytchnienie, tą wrażliwość na sens i wartość życia z cukrzycą przywróciła. Głęboko wierzę, że życie z cukrzycą ma głębszy sens, że takie życie może być wręcz pełniejsze, bardziej spełnione i owocne, że pomimo dobrowolnych ograniczeń może być więcej niż przyjemne – ale tylko jeśli podejmie się rękawicę i stanie twarzą w twarz z własnymi lękami, brakiem wiary i otaczającą beznadzieją mającą swoje źródło w cywilizacji śmierci. Brzmi patetycznie? Zapewne. Szczególnie dla tych, którzy stracili wszelką nadzieję oraz dla tych, którzy wolą użalać się nad sobą (bo nie trzeba wtedy brać się za siebie). W ich przypadku Szekspir nie mylił się pisząc, że „Piekło jest puste, a wszystkie diabły są tutaj”. Tym bardziej, zatem, zachęcam wszystkich wątpiących do zapoznania się z tym, co zostało na tej grupie napisane przez ostatnie 4 lata. Ile ludzkich historii, tyle promieni nadziei i wiary w to, że warto żyć – pomimo wszystko.
Jakkolwiek niedorzecznie może to brzmieć w waszym dzisiejszym położeniu – szanujmy czas, który nam pozostał.
________
Czytam o języku, że ma być bardziej inkluzywnym, że nie należy używać pewnych określeń, które pejoratywnie mogą ustawiać perspektywę na osobę chorą. Szczerze? To jest zaklinanie rzeczywistości. Jestem ze starej szkoły i marksizm kulturowy na mnie nie działa. Poza tym, mam już trochę lat i nikt mi nie będzie wciskał kitu, że takie działanie magicznie sprawi, że będzie mi lepiej. Niech wasza mowa będzie: Tak – tak, nie – nie. Nie podoba ci się, że jesteś cukrzykiem? Mi też nie. I co z tego? Mam siebie zacząć nazywać “słodkim”? Chyba lepiej “słodkim do omdlenia”, jeśli już mamy być dokładni. Szczerze, mam to w czterech literach. Liczy się dla mnie bardziej co ja z tym faktem bycia chorym robię, niż jak to jest określone i czy to się kojarzy źle czy dobrze. Koniec końców każdy z nas chorych zostaje z cukrzyca sam. Sam na sam 24 na dobę. Czasem ktoś się zainteresuje, ale ogólnie to każdy ma swoje życie i swoje problemy, a to kruszenie kopii o nazewnictwo to jest w mojej ocenie udawanie troski. Chcesz pomóc? Zjedz to co ja. Chcesz pomoc? Ugotuj mi coś co mi nie wybije cukrów. Chcesz pomóc? Wspieraj mnie, kiedy mam ochotę się cukrzycowo “zeszmacić”. Chcesz pomóc? Zmuś mnie do sprawdzenia cukru, gdy gadam od rzeczy albo wyglądam źle. Chcesz pomóc? Opowiadaj ludziom o protokole. To, czy nazwiesz tego konia tak, czy inaczej – nie ma dla mnie najmniejszego znaczenia. Herbata nie staje się słodsza od samego mieszania.
__________
Jestem tym pokoleniem, które pamięta, jak polscy wykonawcy hip-hopowi szczycili się własną autentycznowcią. Jestem tym pokoleniem, które pamięta dwudziestoparoprocentowr bezrobocie i głodne kawałki urzędników urzędu pracy na godzinie wychowawczej. Pamiętam, jak dziś, dlaczego rodzice wypychali mnie na Zachód, bo „w tym kraju normalniej nie będzie”. Brzmi to wszystko jak jakieś niewiarygodne historie, a to było tylko 25 lat temu. Myślę, że ludzie się często zastanawiają skąd ja biorę siłę i „ramę” by robić , to co działa, by dawać ludziom nadzieję i podnosić ich moim contentem. Po części z muzyki tamtych lat. Po części z rzeczywistości tamtych lat. To ona w dużej mierze pokazała mi kim chce jako człowiek być i czego lepiej unikać. Nie łudzę się , że dzisiejsi młodzi w ogóle coś takiego słyszeli choć raz w życiu, ale kiedyś tak wyglądał polski rap. Większość numerów wcale się nie zestarzała. Choć dzień dziecka i dzień matki tutaj przegapiłem – wrzucam ten numer, bo oddaje ponadczasową prawdę.
„Pozornie, wszystko zdaje się proste, dzieciak
Każdy przecież trudni się swoim rzemiosłem
Ja za szybko dorosłem, taka moja dola
Może wyszło mi na dobre, pozwoliło się przekonać szybciej
Że znaczonymi kartami w chuja gra z nami życie
Słabą masz pamięć
To setki rozdań wygra z tobą jednym i tym samym trikiem
Dzieciak, chcesz być komikiem błaznem
Ostrzeżeniem dla innych, by szanowali życie własne
Wątpię w taką jazdę
Dbaj o siebie, rodzinę, ziomków i niewiastę”
__________
Dyscyplina
Jeśli chcesz utrzymać pracę, to przychodzisz do niej na czas. Jeśli chcesz mieć zdrowe zęby, to myjesz je regularnie. Jeśli chcesz mieć ładny trawnik przed domem, to musisz go regularnie nawadniać i kosić. Jak dbasz, tak masz. Nie ma w tym żadnej magii, ale za to jest dużo dyscypliny i samozaparcia. Z czasem, dzięki dyscyplinie wiele spraw wchodzi w krew i robisz wiele rzeczy z automatu. Kierowanie cukrzycą oznacza myślenie za niedziałającą trzustkę. Skoro trzustka nie działa już automatycznie, to musimy „ręcznie”, przy pomocy planowania, przewidywania, organizacji, dyscypliny za nią „myśleć”. Oczywiście, jest to nienaturalne, niewygodne, niespontaniczne, nieżyciowe i tak dalej. No i co z tego? Nie sikamy w piżamy w nocy tylko dlatego, że nam się chce. To znaczy ja nie sikam, nie wiem jak wy
W każdym razie, weź formularz glukograf, długopis i telefon. Zaplanuj sobie stały jadłospis na 2 tygodnie. Zrób zakupy. Zapisuj cukry i makro, rób zdjęcia posiłków, wyciągaj wnioski. Porównaj rezultaty z tym, co było przed 2 tygodniami. Dokonaj wyboru.
_______
O sztuce akceptacji…
Jestem mamą nastolatki, w sierpniu 2023 stwierdzono ct1, dziecko jest na penach .Mój , a właściwie nasz problem polega na buncie dziecka , jeśli chodzi o podawanie insuliny , nie chce stosować diety lub sporadycznie. Dziecko często ma bardzo wysoki poziom glukozy we krwi, tyje – co jest uzasadnione. Czego oczekuję? Złotego środka, podpowiedzi jak dotrzeć do dziecka aby jej pomóc. Wiedzy zdobytej z literatury, jak i w czasie różnych szkoleń, w tym na szpitalnym oddziale diabetologii, nie potrafię przekuć na pożytek dziecka. Tym samym jako mama czuję się bezradna .
Pozdrawiam
XXXX
Moja odpowiedź:
Dzień dobry Pani XXX
Parę kwestii:
1. Ja bym znalazł psychologa, który zgodzi się przeprowadzić szereg mediacji pomiędzy Panią a córką. Chodzi o bezstronnego obserwatora, który ustali zasady dialogu i będzie moderował dyskusję
2. Nic Pani na siłę nie wskóra.
3. Może być tak, że będzie Pani zmuszona zaakceptować błędy życiowe dziecka.
4. To, co może Pani zrobić, to wytłumaczyć dziecku , że bardzo je kocha i zrobi wszystko by nie musiało w przyszłości cierpieć.
a. należy przeczytać zalecenia Polskiego Towarzystwa Diabetologicznego, ponieważ wyszczególniają one wszystkie najpoważniejsze powikłania cukrzycowe
b. należy sprawdzić w internecie z czym wiążą się te powikłania cukrzycowe – najlepiej wejść na jakąkolwiek grupę fejsbukową poświęconą cukrzycy lub jej konkretnemu powikłaniu
c. należy wydrukować opisy i zdjęcia tych powikłań by móc posiłkować się tymi argumentami podczas mediacji
d. w mojej książce pod tytułem Rób to, co działa przedstawiam badania naukowe potwierdzające, że jedynie normoglikemia rozumiana jako hemoglobina glikowana maksymalnie 5% dają szansę na brak wystąpienia u cukrzyka jakichkolwiek powikłań. Jedynie zdrowe cukry chronią (statystycznie) przed wystąpieniem powikłań cukrzycowych. Nie mamy jako cukrzycy wpływu na to, które powikłanie się u nas rozwinie. Może to być coś mniej uciążliwego, a może to być coś, co zmieni nasze życie w piekło. Proszę wejść na grupę https://www.facebook.com/groups/sposob.na.cukrzyce i użyć lupki żeby wyszukać frazę „powikłanie” i poczytać. Nie chodzi o to, żeby kogokolwiek straszyć. Chodzi o świadomy wybór – albo o siebie dbam i akceptuję wyrzeczenia teraz by nie cierpieć w przyszłości albo nie akceptuję wyrzeczeń teraz i akceptuję że za 10-20-30 lat będę cierpieć (jak dbasz tak masz)
e. w książce Michała Figurskiego Najsłodszy jest napisane co się stanie z Pani córką jeśli nic ze sobą nie zrobi.
f. w książce dr Nowak „Nastolatek potrzebuje wsparcia” jest napisane jak rozmawiać z nastolatkami
g. w książce doktor Ewy Woydyłło Żal po stracie. Sztuka akceptacji jest opisany proces dochodzenia do akceptacji po bezpowrotnej utracie zdrowia jakim jest diagnoza CT1
h. tutaj jest moja pogadanka do nastolatki: https://youtu.be/bsPjRiAGibE?si=ez9jWJn7KWsN16w0
i. jeśli chodzi o insulinę i podejście, które ja wyznaję – polecam obejrzeć choćby tę plejlistę: https://youtube.com/playlist?list=PL-_bvx4HXiFSvBQfOmUzJXPiE9kaKntOV&si=oYsrBvrnnHctfcjP Część materiałów jest dostępna dopiero po przyłączeniu się do społeczności mojego kanału, co kosztuje jedną kawę miesięcznie. Tutaj jest film wyjaśniający dlaczego insulina jest niezbędna u cukrzyka typu 1: https://youtu.be/fC5xaLYi9lg?si=Iu4rpctfgROmHQCf
j. Generalnie, nie mam dzieci, więc nie jestem moim zdaniem żadnym autorytetem , żeby się w kwestii radzenia sobie z takimi sytuacjami wymądrzać. Moim zdaniem – córka jest na tyle dorosła, by zrozumieć argumenty zdroworozsądkowe. Nie jest w stanie ruszyć z miejsca i zaakceptować choroby, jeśli nie przejdzie przez wszystkie etapy żałoby. W tym może pomóc rodzina, przyjaciele, psycholog. Bardzo niewielka grupa cukrzyków akceptuje diagnozę. Osoby, które zaakceptowały znajdzie Pani na grupie, do której link podałem u góry. Jest nas garstka. Większość woli mieć wyj#b@ne (przepraszam za słownictwo) dopóki nie zacznie się sypać zdrowie. Wtedy zaczynają się krzyki rozpaczy na grupach fejsbukowych poświęconych cukrzycy i powikłaniom i chodzenie po lekarzach. Lekarze to osobny temat. Lekarz, który kontroluje cukrzycę to nie ten sam lekarz, który leczy powikłania. Ten, który kontroluje będzie poprawiał dziecku nastrój i utwierdzał w bezkarności przewlekłej hiperglikemii. W momencie powstania pierwszych powikłań dziecko trafi do innego lekarza, który będzie próbował pomóc. Zanim jednak trafi, to się mocno nacierpi, bo kolejki na NFZ coraz dłuższe a jakość wiedzy absolwentów medycyny pozostawia wiele do życzenia. Wystarczy poprzeglądać profile instagramowe studentów medycyny oraz posłuchać kolejnych doniesień o pustkach w kasach szpitali, żeby dojść do przekonania, że lepiej zapobiegać niż leczyć. Prywatne leczenie kosztuje majątek ale również niczego nie gwarantuje. Jeśli chodzi o najgorsze powikłania, to nawet środki finansowe niczego nie dadzą, bo można się na przeszczep nerki, czy trzustki nie doczekać. Noga już nie odrośnie, a ślepoty nie da się wyleczyć. Chodzi o świadomą decyzję. Można żyć krótko i intensywnie, a można żyć spokojniej i dłużej. Nie oceniam. Pan Figurski się o tyle wylizał, że ma niedowład jednej ręki, przeszczepili mu po znajomości nerki i trzustkę i wydał majątek rzędu paru domów jednorodzinnych na mozolne dochodzenie do zdrowia po udarze mózgu. Pani córka może nie mieć tyle szczęścia, znajomych i pieniędzy.
Prawda jest straszna i trudna do zaakceptowania, ale tylko stanięcie w niej i podjęcie świadomych decyzji jest w stanie wyzwolić i przynieść ukojenie i akceptację.
Według mnie nie ma złotych środków. Według mnie życie jest procesem dojrzewania i rozwoju. Każdy z diagnozą został postawiony przed wyzwaniem i proszę mi wierzyć, niewiele osób temu wyzwaniu jest w stanie od razu sprostać. Proces dojrzewania i rozwoju zajmuje czas. Nikt nie mówił, że życie to będzie bajka. Pora to córce uświadomić. Może się uchronić od cierpienia, ale tylko wtedy, kiedy weźmie za siebie i swoje zdrowie odpowiedzialność. Polecam protokół dr Bernsteina, ale on jest dla osób, które staciły naiwność i wiarę w to, że ktokolwiek oprócz nas samych jest w stanie nam w czymkolwiek z cukrzycą pomóc oraz które przyznały, że lepiej odpuścić niektóre sprawy, by móc cieszyć się jak najnormalniejszym życiem pomimo choroby. Są inne metody niż protokół dr Bernsteina, ale oprócz przypadków, które mogę wyliczyć na palcach jednej ręki (gdzie osoby podążają czymś co jest zbliżone do Protokołu lub którym udało się w bardzo wczesnym stadium choroby bardzo zdecydowanymi i przemyślanymi i mądrymi działaniami wycofać chorobę) nie widziałem lepszych wyników, niż te u osób na protokole.
Dziecko może sobie bardziej cenić kolegów, przynależność do grupy, błogość posiłków wysokowęglowodanowych, łatwość życia (bo wszystko można jeść) TERAZ niż brak powikłań za 5, 10, 15, 20, 25 lat. Moim zdaniem tylko dlatego, że nie ma świadomości, czym jest cierpienie spowodowane powikłaniami.
Nic na siłę, to nic nie daje. Nie ma łatwych rozwiązań, bo to jest życie. Przykro mi. Z drugiej strony, jest moja grupa, są książki Sposób na cukrzycę i Rób to, co działa (teraz w promocji – www.sposobnacukrzyce.pl) jest Sobieradzik i książka kucharska, są wywiady z rodzicami dzieci chorych na CT1 na kanale YouTube, słowem: wiedzy i metod wsparcia jest dość, tylko czy chory podejmie próbę wydoroślenia? Ze wsparciem ze strony rodziny, przyjaciół, psychologa, itd. jest to jak najbardziej możliwe.
Gdyby chciała Pani porozmawiać , to na sposobnacukrzyce.pl w prawym górnym rogu jest możliwość zarezerowania terminu (bezpłatny).
__________
Mój tato mawia – jak wmieszasz łyżkę dziegciu w beczkę miodu, to masz beczkę dziegciu. Istnieje pewien kanon nauczania uniwersyteckiego i klinicznego, którego kazdy lekarz musi się nauczyć. Większość potem praktykuje to, czego się nauczyli. Na lekarskim na uniwersytecie Stanforda w USA adeptom medycyny na pierwszych zajęciach mówi się otwartym tekstem, że połowa tego czego się nauczą w trakcie studiów po ich ukończeniu okaże się błędna i/lub nieaktualna. Problem w tym, że w chwili nauki nie wiadomo która to połowa. Pyta mnie sporo osób o opinie na tematy cukrzycowe. Zawsze mówię – nie jestem lekarzem, proszę cokolwiek powiem konsultować ze swoim lekarzem prowadzącym, w końcu na nich spoczywa odpowiedzialność za prowadzenie pacjenta i za ciągłe doksztalcanie się. Ja wiedzę biorę z ksiazek i internetu (czasopisma naukowe, artykuły naukowe etc). Myśle, ze pod tym względem szanse się zrównały i lekarz nie jest już „na piedestale”, choć wielu zachowuje się jakby byli. Wiadomo, to tez są ludzie i maja swoje frustracje. Ja tez je czesto miewam w każdym razie, Jak ktoś wezmie sobie moje przemyślenia do serca, to często się okazuje, ze jest tak, jak podejrzewałem. Wiadomo, nie mam monopolu na prawdę ani tym bardziej na racje. Szukajcie a znajdziecie. Polecam moją książkę i książkę dr Bernsteina, bo w jednym miejscu jest dość informacji żeby zacząć ( i zagiąć lekarza). Pamiętajcie – to od lekarza zależy czy będzie postrzegany przez pacjentów jako lekarz czy jak zawodowy wypisywacz recept. Swoją drogą wydaje mi się ze nic bardziej nie uwłacza lekarzowi niż świadomość, że nie leczy (jego zalecenia nie działają) a jedynie sensowne działanie to wypisanie skierowania i recepty.
__________
Dopóki nie ma leku na cukrzyce insulinozalezną (to taka cukrzyca, gdzie pacjent musi sobie wstrzykiwać insulinę, żeby mieć zdrowe cukry), musimy robić to, co działa. Napisałem o tym książkę, wiele osób mówi, że powinni ją rozdawać w szpitalach i poradniach diabetologicznych, ale wszyscy wiemy, że nigdy to nie nastąpi. Dlaczego nie? Przeczytajcie, a się dowiecie. Wiem, że nadeszły w Polsce trudne ekonomicznie czasy, więc postanowiłem pomóc z postanowieniami noworocznymi i obniżyłem do końca miesiąca cenę mojej książki. Na zachętę dla tych, którzy zawsze mają jakąś wymówkę, żeby nic ze sobą nie robić oraz dla tych, którzy wątpią, że jakiś internetowy szaman z kilkuletnim doświadczeniem w temacie może ich czegoś o cukrzycy nauczyć. Ta książka nie daje odpowiedzi na wsystkie pytania, nie okazuje wszystkich metod leczenia – pokazuje jedynie pewną drogę i sposób myślenia i postępowania. Tyle myślę wystarczy, by poruszyć lawinę. Nikt nie zrobi nic za Ciebie. Jeśli czekasz, aż ktoś przyjdzie i ogarnie cukrzycę za Ciebie – to śmiem twierdzić, że ja jestem w pewnych sensie jednym z tych nielicznych, na których czekałeś/łaś. Nic co prawda za ciebie nie zrobię i nie wyłożę ci nic na tacy, ale daję ci tą książką i tą grupą narzędzia, dzięki którym jesteś w stanie zrobić naprawdę wiele. Możesz to wykorzystać, albo nie. Są różne metody i różne narzędzia. Większość osób chorych przyjmuje taktykę: troszkę wezmę z tego, troszkę z tamtego. Polecam skupić sie na jednej metodzie – opisanej w mojej książce i dać sobie 6 miesięcy. Nie ma w niej magii i nie zawsze wszystko działa idealnie jak za dotknięciem magicznej różdżki, ale problem z cukrzycą polega na ciagłe zmieniającym się stężeniu glukozy i jeśli co chwile zmieniasz podejście do leczenia, to dolewasz tylko oliwy do ognia i kończysz z chaosem, brakiem rezultatów i przewidywalności. Tak, życie z cukrzycą nie jest przewidywalne, ale to nie oznacza, że nie można trochę go uporządkować. Dobre postanowienie noworoczne, co nie?
#cukrzyca #insulina #zdrowie #dieta #zmiana #robtocodziala #drbernstein #dziecko #diagnoza
________
Moje spostrzeżenia odnośnie rośnięcia dzieci stosujących protokół dr Bernsteina są takie, że najmocniej one rosną latem. Według ogólnie powszechnie dostępnej wiedzy medycznej wzrost kości jest zależny od:
Wysiłku fizycznego i ruchu (cały dzień na dworze)
Witaminy D (cały dzień na dworze)
Hormonów tarczycy (PTH przede wszystkim)
Możliwie najniższych stężeń kortyzolu (brak szkoły)
Możliwie największych stężeń hormonu wzrostu (zależnych od zdrowych gliekmii)
Hormonów płciowych
Wystarczającej podaży białka i wapnia w diecie
Wystarczającej ilości melatoniny (dużo dobrego, długiego snu)
Hormonem, który nie odpowiada bezpośrednio za wzrost kości jest insulina.
Nadmiar insuliny wcale nie jest dobry dla homeostazy hormonów płciowych czy tarczycowych rosnącego dziecka.
Jedna uwaga – liście stewii są przez Indian paragwajskich używane jako środek antykoncepcyjny – odradzam słodzenie stewią u rosnących dzieci (zaburzanie działania hormonów płciowych)
________
Toujours en penser, jamais en parler
czyli „Myślcie o tym zawsze, ale nigdy o tym nie mówcie”. Cytat z przemówienia Leona Gambetty w Chambéry w 1872 r.
Częścią misji naszej społeczności tutaj jest możliwość spytania o doświadczenie i opinię innych osób borykających się z podobnym, bądź tym samym problemem zdrowotnym. Ogólnie, jako admin grupy, puszczam te wpisy, chciałbym jednak wyrazić moją refleksję na temat tych wpisów, a mianowicie – rozumiem motywacje osób, które szukają odpowiedzi na forach, bo zwyczajnie nie mają możliwości zapytać fachowca/specjalisty (z różnych powodów). Pragnę jednakże zwrócić uwagę na to, że w 99% przypadków osoby szukające pomocy nie podają żadną miarą wystarczających informacji, by móc w jakiś sensowny sposób złożyć sobie obraz sytuacji, a co za tym idzie każde doradzanie jest jak wróżenie z fusów. Gdy jeszcze nie można było zadawać anonimowych pytań na publicznej grupie, to byłem w stanie to zrozumieć, ale teraz? Czy to ma związek z brakiem wyobraźni, czy może to ma związek z brakiem świadomości? Myślę, że po części i jedno i drugie. Sam dopiero niedawno po pobieżnym przejrzeniu książek akademickich traktujących o anatomii i patofizjologii zdałem sobie sprawę, że jesteśmy najdoskonalszymi „maszynami” jakie kiedykolwiek istniały na tej planecie. Stopień zaawansowania i skomplikowania naszego organizmu jest wciąż jeszcze niedościgniony w stosunku do tego co sami jako ludzie jesteśmy w stanie stworzyć. Jeśli na tą świadomość nałożymy więc wysłuchiwane w gabinetach lekarskich i na oddziałach slogany w stylu – jak cukier za wysoki, to podaj więcej leku/insuliny albo jak ma Pani taki wysoki cholesterol to „na pewno od tej diety keto” albo dziecko musi jeść dużo węglowodanów, bo inaczej mózg nie będzie się rozwijał albo tarczyca w porządku bo TSH w normie – to rozumiem dlaczego sporo ludzi szuka odpowiedzi na forach internetowych, to jest swego rodzaju droga na skróty w celu uzyskania bardziej satysfakcjonujących odpowiedzi. Jeśli do tego spojrzymy pod kątem diagnostyki, uzyskiwania zamierzonych efektów po zastosowaniu zaleceń oraz szeregu nieprzyjemności doznawanych w kontekście wiedzenia przez pacjenta określonego stylu życia, to rzeczywiście okazuje się, że najskuteczniejszą metodą uzyskiwania pożytecznej wiedzy okazuje się zasięganie opinii poza oficjalnymi kanałami informacyjnymi, a wobec systemowej pomocy kierowanie się przede wszystkim zasadą Leona Gambetty z tytułu tego wpisu. Niemniej, mój apel do osób szukających pomocy tutaj jest taki, by jednak wyżej wspomnianej zasady tu nie stosować. Jak potrzebujecie opinii bez podawania jak największej ilości informacji o sobie i kontekstu pytania, to nie możecie oczekiwać niczego wartościowego w zamian. Pytający „zapominają” podać jakie leki i suplementy biorą, jakie mają choroby współistniejące, jak się odżywiają, jaki jest ich poziom stresu w życiu prywatnym i zawodowym, ile ważą przy jakim wzroście i tak dalej, i tak dalej – to jest tak samo jak ktoś zapyta dlaczego koledzy nie chcą z nim grać w kosza, a zapomni dodać że ma 210cm wzrostu a cała reszta najwyżej 160cm… Serio?
________
Tylu chorych uważa, że można jeść wszystko, ale z umiarem/z głową i kurczę nie wiedzą czemu bardzo często w ich przypadku te cukry są w cały świat a jacyś wariaci im jeszcze wmawiają, że najlepsze efekty daje jednak dieta, która jest całkowitym zaprzeczeniem powyższej tezy. Można jeść wszystko, to prawda – nikt, nawet lekarz, nie ma prawa zabronić pacjentowi zjedzenia lub abstynencji od czegokolwiek. Ostatnio czytałem wpis pani, która trafiła na SOR i miała „niski cukier 115 mg/dl i słabo jej się zrobiło”, wiec zeszła do sklepiku szpitalnego i podniosła sobie cukier drozdzowką. Była zdziwiona, że wzrósł „aż do 260”.
Możesz wszystko.
Życie jest sztuką dokonywania wyborów.
________
Jest tu wiele osób „szukających” swojej drogi. Mam do was moi mili przesłanie: wytrzymaj w postanowieniu, konsekwencji i uporze chociaż trzy miesiące. Wtedy możesz zacząć oceniać jakieś rezultaty. Wiem, że jak ktoś sobie zdrowotnie przez X lat „nagrabił” i teraz dopiero widzi i czuje efekty swoich zaniedbań, to nie ma czasu ani cierpliwości, bo boli, bo nie da się żyć, bo grunt usuwa się spod nóg, ale naprawdę – jeśli co parę dni ciągle coś zmieniasz, bo nie widzisz efektów, to śmiem twierdzić, że nigdy zamierzonych efektów nie uświadczysz, bo brak ci cierpliwości, zaangażowania, uporu, konsekwencji, determinacji. Jeśli ktokolwiek wmówił ci, że będzie łatwo – kłamał. Jeśli samemu masz takie przeświadczenie – pora wydorośleć. Jestem świadom, że protokół nie jest dla każdego, że są metody, o których dr Bernstein nie wie lub których nie wspomina, a które działają. Nie zmienia to jednak faktu, że bez trzymania się podjętej decyzji przez powiedzmy trzy miesiące z góry skazujemy się na porażkę. Nasz organizm potrzebuje czasu. Szybko, łatwo i przyjemnie to jest hasło marketingowe, a nie dewiza, która w życiu przynosi jakiekolwiek pozytywne efekty.
„Gdy byłem dzieckiem, mówiłem, myślałem i rozumowałem jak dziecko. Gdy jednak stałem się mężczyzną, odrzuciłem wszystko, co dziecinne.”
________
Hipo jest od pączków
Nie dostaniesz szybkiego, ostrego hipo od jedzenia zawierającego śladowe ilości węglowodanów i pokaźne ilości białka, bo takie jedzenie trzeba pokrywać albo tzw. bolusem przedłużonym (stosując analog) albo insuliną neutralną ludzką. W przypadku analoga używasz mikrodawek rozłożonych w czasie, w przypadku neutralnej ludzkiej używasz względnie małych, które działają stosunkowo wolno. Dzięki temu, nawet jeśli cukier spada, to spada powoli i nie spada mocno. To oznacza, że możesz w łatwy, opanowany, spokojny sposób docukrzyć się czystą glukozą i nie musisz pić hektolitrów koli, ratować się wypiciem kartonu soku pomarańczowego, zjedzeniem pięciu kinder bueno czy dzwonieniu po pogotowie. Mądre jedzenie i umiejętne stosowanie insuliny nie powoduje ostrych hipo bezpośrednio zagrażających zdrowiu i życiu cukrzyka. Jeśli skusisz się na pączka, pizzę czy cokolwiek innego z tego gatunku dań, to wiesz, że musisz na to podać końską dawkę insuliny. To właśnie ona, a raczej loteria związana z nieumiejętnością dokładnego oszacowania potrzebnej ilości insuliny oraz czasu wchłonięcia pokarmu i czasu rozpoczęcia działania insuliny powodują ogromne ryzyko wystąpienia ostrego niedocukrzenia. Oczywiście możesz podać za mało, ale kończysz wtedy z przecukrzeniem, które musisz skorygować i tak koniec końców skończysz z hipo, bo nie masz cierpliwości, bo dawki insuliny korygującej się nałożą na siebie i koniec końców i tak skończysz z hipo.
Hipo jest od pączków, a nie od LOW-Carb.
___________
Ostrzeżenie przed niebezpieczeństwem
Jeśli są tu rodzice dzieci chorych na cukrzycę, mam dla nich garść informacji: 1) przewlekłe cukry powyżej 100 uszkadzają komórki beta 2) przewlekła hiperglikemia szkodzi każdemu, to znaczy że młody wiek NIE chroni przed powikłaniami, więcej – badania naukowe dowodzą, że im wcześniej się diagnozuje cukrzycę, tym krócej taka osoba żyje (wynika to ze stażu choroby i faktu braku osiągania u ct1 normoglikemii długofalowo) 3) remisje można utrzymać długoterminowo, ale jedynie poprzez właściwe postępowanie i/oraz umiejętna insulinoterapię 4) mini/mikrodawki insuliny zazwyczaj przedłużają remisję (poza specjalnymi przypadkami cukrzycy, gdzie układ odpornościowy broni się przed każda iloscia insuliny, ale to jest absolutny wyjątek – na cgm widać wtedy zazwczaj wyższe cukry po podaniu insuliny) 5) bez dbania o jelita właściwą dietą i innymi zabiegami NIE ma szans na jakikolwiek sukces rozumiany jako zdrowe cukry 6) miarą zdrowia NIE jest odstawienie insuliny, lecz zdrowe cukry – definicja zdrowia i osoby zdrowej i zdrowych cukrów to jest co najmniej to, co podaje PTD dla odżywiającej się „normalnie” kobiety w ciąży. Ktoś spyta dlaczego kobiety w ciąży, bo efekty błędnego postępowania widać OD RAZU, a nie po latach, wiec nie da się kłamać, że ponadfizjologiczne cukry nie szkodzą 7) odrobaczanie pomaga, a umiejetnie i bezpiecznie osiągana całodobowa normoglikemia na pewno cukrzykowi nie szkodzi
________
w podręczniku do anatomii i fizjologii wydanym w ubiegłym roku jest napisane „w odróżnieniu od innych komórek, neurony zazwyczaj syntezują energię (ATP) jedynie z glukozy”. Po przeczytaniu tego zdania coś mnie ubodło, więc wszedłem szybciutko w internet i po pięciu minutach znalazłem taki artykuł naukowy z BMCCancer, w którym czytam: „komórki glejaka nie są w stanie zrekompensować ograniczenia glukozy poprzez metabolizowanie ciał ketonowych in vitro , co sugeruje potencjalną wadę komórek nowotworowych w porównaniu do komórek normalnych w diecie ketogenicznej z ograniczeniem węglowodanów”. A w innym badaniu czytam: „Neurony są krytycznie ważnym składnikiem mikrośrodowiska glejaka i regulują złośliwy wzrost w sposób zależny od aktywności”. I w sumie kurcze autorzy podręcznika mają rację, bo nikt sam z siebie i nieprzymuszonej woli nie będzie sobie ograniczał węglowodanów w diecie. Ale wiecie, tak, jak się nie da w życiu pewnych rzeczy odwidzieć, tak nie da się pewnych rzeczy „odwiedzieć”. Zostawmy więc rozterki i pchajmy ten wózek dalej. Skończę zatem jednym z moich ostatnio ulubionych cytatów:
Była to najlepsza i najgorsza z epok, wiek rozumu i wiek szaleństwa, czas wiary i czas zwątpienia, okres światła i okres mroków, wiosna pięknych nadziei i zima rozpaczy. Wszystko było przed nami i nic nie mieliśmy przed sobą. Dążyliśmy prosto w stronę nieba i kroczyliśmy prosto w kierunku odwrotnym.
__________
Jeszcze słodki sen czy już cierpki koszmar?
Misją tej grupy jest przybliżanie zalet, jakie niesie ze sobą przestrzeganie „reguł” protokołu dr Bernsteina. Zanim pojawiłem się na fejsbuku, wiele osób nie miało pojęcia czym jest ów protokół. W chwili obecnej wciąż jest ich zdecydowana większość, ale niewielką grupę udało się w jakimś stopniu uświadomić. Mój niezmienny apel do wszystkich – pchajmy ten wózek dalej i budźmy kolejnych „uśpionych”, dla których perspektywą jest obudzić się z ręką w nocniku. Skąd ta pewność? Żyjemy w mokrym śnie firm żyjących z naszej niedoli. Ich celem jest co najmniej utrzymanie status quo, bo „śpiących” wciąż przybywa – statystyki mówią to jednoznacznie. Zresztą, wystarczy rozejrzeć się dookoła, żeby zobaczyć jak zdrowi metabolicznie jako społeczeństwo jesteśmy. Najnowsze informacje o tym, że ten, czy tamten szpital od X miesięcy nie otrzymał środków i zawiesza wykonywanie kolejnych świadczeń powinny niektórych przebudzić, ale wszyscy wiemy, że tak nie będzie. Chcę tylko powiedzieć, że po ostatnich przeciekach informacyjnych celem działań osób chorych na cukrzycę tym bardziej powinno być, by jak najrzadziej musieli „chodzić po lekarzach” i jak najmniej musieli „wydawać na leki”, widzimy bowiem, że celem obecnego systemu jest i będzie dalsze „oszczędzanie” na zdrowiu i „nauczenie” pacjentów odmiany przez przypadki słowa „prywatny”.
Celem obudzonego pacjenta jest życie w zdrowiu pomimo choroby. Bardzo wielu chorych żyje jakby byli zdrowi, śniąc że już niebawem będzie lek, który wybawi ludzkość z tego koszmaru jakim jest cukrzyca, w międzyczasie śniąc, że system i firmy żyjące z ludzkiej niedoli zaopiekują się nimi lepiej, niż oni sami mogliby to uczynić. Nie podzielam ich „snu na jawie”, bo ostatnie wiadomości o „chwilowych problemach z płynnością finansową” skłaniają mnie do refleksji, że ich sen prędzej, niż później, zamieni się w koszmar. Wiem, że jestem w mniejszości i wiem, że wiele osób puka się w głowę i uśmiecha „życzliwie” słuchając mojego przekazu. Życzę im słodkich snów i jak najmniej kwaśnej miny po przebudzeniu, a nam – obudzonym – spokojnego snu w nocy i zdrowych cukrów na codzień.
________
Wczoraj przeczytałem o pierwszej osobie wyleczonej za pomocą komórek macierzystych z cukrzycy typu 1. Do tej pory nie myślałem wcale o wyzdrowieniu. Ale kto wie, może się doczekam? W każdym razie, ta Chinka, co wyzdrowiała, pierwsze co powiedziała do dziennikarza to: „znowu mogę jeść cukier!”. Myślę, że to jest najlepszy komentarz i odpowiedź na pytanie – dlaczego protokół ma takie słabe „wzięcie”. To jest jedna z odpowiedzi. Druga strona medalu jest taka, że jak spojrzycie na nasze cotygodniowe komentarze pod cyklicznym wpisem „jaki drobny sukces udało ci się osiągnąć w tym tygodniu”, to ostatnio Grzesiu napisał, że zszedł z 28j insuliny na 5j, Marta zmniejszyła Bernardowi dawki o połowę, a Sylwia i Karolina odstawiły chleb. Wyobraźcie sobie te straty finansowe i zwolnienia gdyby protokół był oficjalną procedurą postępowania i był obecny w przestrzeni medialnej wszędzie i tak dla wszystkich oczywisty jak nie przymierzając hasło „spożywany cholesterol zatyka żyły i zabija”. Przeglądam automatycznie generowane wpisy powitalne i z każdych 50 osób, które dołączyły w ostatnim czasie, po około tygodniu zostaje z nich może z 5 osób. Nie oceniam. Sam jestem przekonany, że gdybym teraz wyzdrowiał, to pierwsza rzecz jaką bym zrobił, to zjadł fish and chips albo poszedł na prawdziwą włoską pizzę. A potem – kto mnie zna, to wie – jak zwykle ze skwaszoną miną powiedziałbym: „jestem zawiedziony, węgle w ogóle nie sycą!”. Ale dają ten krótki moment euforii po spożyciu, za który wielu jest w stanie oddać bardzo wiele, nawet szansę na zdrowie.
________
Syndrom pszczółki Mai („jest gdzieś lecz nie wiadomo – gdzie?”)
Pan Piotr poruszył istotny wątek w jednym ze swoich komentarzy dotyczących wpływu diety na metabolizm. Dzisiejsza wykładnia na oddziałach diabetologicznych oraz forach fejsbukowych (generalizuję) jest taka, że dieta w przypadku cukrzycy typu 1 nie ma znaczenia, gdyż i tak i tak trzeba choremu podawać insulinę, a więc nie ma sensu się ograniczać żywieniowo, bo cukrzyk typu 1 i tak już jest mocno skrzywdzony przez los, to niech sobie chociać „dobrze poje i popije”. Zastanawiające jest to, że nie było tak zawsze, „starsi” stażem cukrzycy pamiętają połajanki i powagę z jaką lekarze jeszcze na początku lat 90 tych podchodzili do zagadnienia diety w cukrzycy typu 1. Tak zwanym game-changerem okazało się wprowadzenie insulin analogowych szybkodziałających oraz haseł marketingowych ich productentów do „przestrzeni medycznej”. Tak, tak – to nie lekarze wymyślili „hulaj dusza, piekła nie ma”, ale równie tęgie głowy opłacane za o wiele grubszy hajs w zaciszu korporacyjnych klimatyzowanych gabinetów z widokiem na panoramę miasta i asystentką (to nie seksizm) pytającą co jakiś czas, czy może nie zaparzyć świeżej kawy.
W każdym razie, efekty postępowania na zasadzie „róbta co chceta, mata przecie sok z gumijagód” widać było już od dnia numer 1. Przez te ostatnie 30 lat doszło już do tego, że personel medyczny uwierzył w to, że nie można uzyskać kontroli metabolicznej u cukrzyka typu 1, że osiąganie normoglikemii to marzenie ściętej głowy. Widząc kolejne wybicia po kolejnych końskich dawkach szybkowchłanialnych węglowodanów serwowanych przez szpitalny katering, tylko wzruszają ramionami, przyjmują to za normę i to samo radzą świeżozdiagnozowanym piorąc im mózgi na „dzień dobry”.
Gdy pojawia się jednak osoba myśląca samodzielnie i kwestionująca wyżej wspomniane metody oraz ich efekty, pojawia się opór, pojawiają się krzywe spojrzenia, pojawia się cała gama karygodnych zachowań ze strony personelu medycznego, który dla osób „świeżych w temacie” wciąż jest jeszcze autoretytem bo pacjent na „dzień dobry” zawsze daje lekarzowi 100% kredyt zaufania. Ale nie ma takich kredytów, których nie trzeba spłacać, a zaufanie ma to do siebie, że bardzo łatwo można jest stracić, a bardzo ciężko jest je odbudować. Ciekawe, czy uczą tego na studiach?
W każdym razie, mam do wszystkich przychodzących tutaj, żeby szkiełkiem i okiem zliczać czas w zakresie poniżej 70mg/dl oraz ilość dziennych hipoglikemii następujące pytanie – proszę wymienić nazwisko jednego lekarza w Polsce, którego pacjenci z CT1 osiągają wyniki podobne do pacjentów z CT1 podążających zaleceniami doktora Bernsteina. Tutaj na grupie tych zrzutów z CGM, tych zdjęć wyników badań, tych historii ludzkich i ich świadectw pokazujących, że dieta ma pierwszorzędne znaczenie, że CT1 przestrzegający protokołu osiąga praktycznie zawsze w przeciągu roku od rozpoczęcia wprowadzania zmian ma poziomy glikemii i hemoglobiny glikowanej poniżej progu „przedcukrzycowego” jest wiele. Równie wiele z tych osób ma hemoglobiny glikowane i cukry zdrowsze od pozostałych członków ich rodzin, którzy cukrzykami nie są. Pan Piotr i jego akolici twierdzą, że takich lekarzy specjalistów jest w Polsce na pęczki, a skoro tak to:
- gdzież oni są?
- jak się nazywają?
- gdzie się chwalą osiąganymi przez ich podopiecznych wynikami, bo przecież sukcesami należy się chwalić, nieprawdaż?
- jak można skontaktować się z ich pacjentami, żeby powymieniać się doświadczeniami?
Ileż by każdy z nas tu obecnych dał, żeby móc odbyć konsultację z lekarzem, który nie dość, że wie jak osiągać cele terapeutyczne dla cukrzyka (zgodnie z zaleceniami PTD pierwszorzędnym celem jest osiąganie normoglikemii) to jeszcze ma odwagę prowadzić pacjenta by cele te mógł bezpiecznie i umiejętnie osiągać…
_______
Dziękuję wszystkim zatroskanym o moje zdrowie i bezpieczeństwo. Szczególnie osobom nie podążającym zaleceniami dr Bernsteina. Pomimo ogromnego postępu w dziedzinie diabetologii, mamy do dyspozycji narzędzia wciąż jeszcze wręcz prymitywne w stosunku do maestrii, z jaką pracuje metabolizm zdrowej osoby. Niemniej, czekam na wizytę w szpitalu, żeby przetestować możliwości pompy insulinowej, tak dla porównania. Na chwilę obecną radzę sobie z penami oraz dietą i wysiłkiem fizycznym. Tym, jak mi to wychodzi, dzielę się na bieżąco od czterech lat tutaj.
Specjalnie nie zamierzam podawać % w zakresach, bo uważam ten sposób oceniania kontroli glikemicznej za szczególnie szkodliwy. Nie został on stworzony z myślą o pacjentach i nie w tym celu się go stosuje. Żyję już na tej planecie 39 (a niebawem stuknie mi 40) lat i stosunkowo częsty, spowodowany chorobą kontakt z żywą tkanką służby zdrowia oraz z produktami przemysłu farmaceutycznego i medycznego bardzo szybko odarł mnie z jakichkolwiek złudzeń i ustawił pewną perspektywę, której, obawiam się, nie będzie łatwo mi się pozbyć.
Pan Piotr czy pani Magda i im podobni (część wyrzuciłem, część przychodzi z powrotem co jakiś czas po wiedzę, której nigdzie indziej na fejsbuku nie zobaczy, część uważa, że już wszystko wie i przychodzi pokrytykować innych) zawsze szukają jak by się za przeproszeniem dop(£rd@lić, ale nigdy nie poproszą o pomoc i poradę odnośnie swoich lub swoich najbliższych cukrów. Wnioskuję z tego, że cukry mają idealne i dziwi mnie, że wytykając błędy innym, sami nie dają przykładu swoją osobą, ba, nawet nie pochwalą się swoimi osiągnięciami.
Zastanawiające jest dla mnie również to domniemanie winy w stosunku do metody, jaką stosuję, podczas gdy w stosunku do oficjalnie przyjętej metody zawsze wychodzi się z założenia domniemania niewinności. Ile bym nie przytoczył oficjalnych badań, które podważają ogólnie przyjęty aksjom o nieszkodliwości hiperglikemii, to nie ma to dla nich znaczenia, bo lekarze nie mogą się mylić, bo lekarze nie mogą przecież aż tak się mylić na niekorzyść pacjenta. Ale wystarczy chociażby sprawdzić sobie w oficjalnych statystykach, że choćby taka chemioterapia ma 2% skuteczności. Na wiele rzeczy, o których mówi i pisze dr Bernstein nie ma randomizowanych badań kontrolnych, ale za każdym razem się okazuje, że „to działa”.
Życie jest sztuką dokonywania wyborów. Być może ktoś uważa, że popełniłem błąd zawierzając dr Bernsteinowi. Może mnie łatwo z tego rzekomego błędu wyprowadzić wpłacając 10000 zł na moje konto bankowe na poczet badań, które za te pieniądze wykonam, żeby się porządnie przebadać. Drogo? Jak wam za drogo, to musicie przyjąć na słowo, że czuję się doskonale, tak samo jak ja przyjmuję na słowo, że ktoś, kto od 30 lat ma ct1 i hemoglobinę glikowaną zawsze powyżej 6% nie ma żadnych powikłań. Wszystkim życzę zdrowych cukrów a zatroskanym o rzekome szkodliwe skutki protokołu polecam cytat z pewnej mądrej książki:
Biada wam, uczeni w Piśmie i faryzeusze, obłudnicy, bo obchodzicie morze i ziemię, żeby pozyskać jednego współwyznawcę. A gdy się nim stanie, czynicie go dwakroć bardziej winnym piekła niż wy sami.
_____
Cukrzyca typu ósmego
Doktor Bernstein uważa cukrzycę za spektrum chorobowe i nie skupia się przesadnie na kategoryzowaniu pacjentów na konkretne jednostki chorobowe typu cukrzyca typu 2, cukrzyca typu 1.5, cukrzyca typu mody, lada, cukrzyca typu 1, cukrzyca typu 3. Dlaczego? Bo dla pacjenta to nie ma większego znaczenia JAK się jego/jej choroba nazywa. W przypadku cukrzycy – efekt jest ten sam – przecukrzenie. Dla pacjenta liczy się JAK się tego przecukrzenia pozbyć. W każdym razie, dr Bernstein podaje „definicje” kolejnych „stopni” powagi choroby (spektrum zaawansowania):
Dla cukrzyka typu 2
Poziom 1: Dieta (oraz utrata wagi ciała)
Poziom 2: Dieta (oraz utrata wagi ciała) plus ćwiczenia fizyczne
Poziom 3: Dieta (oraz utrata wagi ciała) plus ćwiczenia fizyczne plus doustne leki przeciwcukrzycowe
Poziom 4: Dieta (oraz utrata wagi ciała) plus ćwiczenia fizyczne plus zastrzyki z insuliny oraz w niektórych przypadkach dodatkowo doustne leki przeciwcukrzycowe.
Dla cukrzyka typu 1
Dieta (oraz utrata wagi ciała) plus wielokrotne zastrzyki z insuliny plus doustne leki przeciwcukrzycowe w przypadkach pacjentów z otyłością lub syndromem policystycznych jajników (zob. Załącznik D: Zespół policystycznych jajników), gdy wymagana ilość insuliny jest zbyt wysoka. Ćwiczenia fizyczne są potrzebne, ale NIE pomagają w unormowaniu cukrów w ten sam sposób jak u cukrzyków typu 2.
Wiadomo, diabeł tkwi w szczegółach, ale ważne, żeby zasady były dla pacjenta jasne i proste. A zatem, co widzimy na pierwszym miejscu W KAŻDYM PRZYPADKU?
Dobra – no to mamy tę dietę. Pytanie – jaką?
Przypadek z zeszłego tygodnia – dzwoni do mnie świeżozdiagnozowany drwal. Mówi, nie skończył nawet liceum, że w szkole był „głąbem”, ale nie może patrzeć na to, co na oddziale diabetologicznym dostaje do jedzenia. Nie może słuchać tego, co mu wmawiają lekarze i pielęgniarki odnośnie diety w cukrzycy. Był bliski szaleństwa, czekał tylko aż wyjdzie do domu. Skąd my to znamy?
Druga strona medalu jest taka, że kobieta po liceum, 6 latach studiów, 5 latach specjalizacji święcie wierzy w to, że najlepsze, co cukrzyk może jeść to chleb pełnoziarnisty posmarowany margaryną i pierś z kurczaka bez skóry gotowana na parze i do tego kasza gryczana i surówka z marchewki. Mając dostęp do CGM, glukometrów i pasków. To taki przykład. I jeszcze będzie mowa o tym, że za mało jest badań o dietach niskowęglowodanowych. Ciekawe, że nie robią badań kontrolnych z podwójną ślepą o wpływie edukacji uniwersyteckiej na logiczne myślenie i wyciąganie wniosków z obserwacji. To by mogło rozwiać wiele wątpliwości.
________
Lasciate ogni speranza voi ch′entrate
parte seconda
Już kiedyś poruszałem ten temat ale od innej strony.
https://www.facebook.com/…/permalink/4053754608170700
Tym razem chciałbym skupić się na aspekcie motywacji do działania i celowości działań. Większość chorych na cukrzycę, to cukrzycy typu 2. Część z nich (większość?) tkwi w złudzeniu, że leki (przeciw)cukrzycowe są w stanie kontrolować/leczyć tę chorobę. Działania tych osób skupione są wokół celu jakim jest tzw. „święty spokój” i „czyste sumienie”, to znaczy – zrzekają się odpowiedzialności za dbanie o własne zdrowie na rzecz lekarza prowadzącego oraz leków jakie zapisuje na receptę. Jedyna według takich osób powinność chorego to branie leków i chodzenie na kontrole. Gdy widzą niezadowalające efekty takiej terapii, część z nich przymyka oko, część szuka odpowiedzi „dlaczego tak się dzieje”, ale po zgłębieniu tematu stwierdza „wyrzeczenia, których wymaga ode mnie ta choroba, nie są tego warte dziś”. Garstka chorych „daje szansę”/”zawierza” internetom czy „szamanom” pokroju Braci Rodzeń czy ŁW, jednak większość woli się łudzić czy oszukiwać, że biorąc leki i chodząc na kontrole robi dla swojego zdrowia dość by to zdrowie utrzymać w wystarczającym stanie. A nawet jeśli podświadomie rozumie, że cukry rzędu 250 po posiłkach i na czczo po przebudzeniu to nie jest norma i to nie jest w porządku, to ” jakież inne przyjemności w życiu, prócz jedzenia, mi pozostały?”.
Mogę wymienić parę:
a) widok zmieniających kolor liści jesienią (którego osoba z zaćmą cukrzycową nie doświadcza)
b) przespanie bez bólu całej nocy (co w przypadku osoby cierpiącej na neuropatię jest marzeniem)
c) pójście z psem na spacer do lasu (co w przypadku osoby z cukrzycowym obrzękiem nóg czy amputowaną stopą wcale nie jest takie proste)
d) samodzielne ubranie się rano (co w przypadku osoby cierpiącej na zamrożony bark wcale nie jest takie oczywiste)
e) pełny stosunek płciowy (co w przypadku osoby cierpiącej na zaburzenia erekcji spowodowane cukrzycą wcale nie jest oczywiste)
Jest tak wiele „prostych”, codziennych czynności i drobnych przyjemności, których osoby chore niedoświadczające (jeszcze) powikłań cukrzycowych nie doceniają…
Dbanie o siebie jest prostsze, tańsze i przyjemniejsze niż ponoszenie konsekwencji skutków własnych zaniedbań. Tak wiele pięknych chwil może dać życie w zdrowiu pomimo bycia cukrzykiem.
Porzućcie wszelką nadzieję, ci, którzy szukacie pomocy tam, gdzie jej udzielanie związane jest z nieuchronnym konfliktem interesów
________
Szamanizm czy metoda naukowa?
W gabinetach lekarskich zarzuca się często osobom przestrzegającym protokołu dr Bernsteina brak wiedzy i „szamanizm” – tak na przykład jest komentowane przez wielu pracowników służby zdrowia ograniczanie ilości spożywanych węglowodanów, czy rozbijanie dawek insuliny bazowej na 2 lub więcej. Niemniej, w słowniku oksfordzkim pod hasłem „metoda naukowa” czytamy:
Mówiąc w dużym uproszczeniu, oznacza to dokonanie obserwacji, rozwinięcie pomysłu, aby wyjaśnić obserwację, przekształcenie pomysłu w teoretyczne założenie lub hipotezę, a następnie przetestowanie teorii w odniesieniu do dalszych obserwacji dokonanych w sposób, który można powtórzyć. […] Zasadniczo pozytywistyczne w swoim spojrzeniu, poszukiwanie wyjaśnień jest czasami określane jako krytyczny racjonalizm.
Pytanie zatem nasuwa się następujące – kto tu tak naprawdę stosuje szamanizm, a kto metody naukowe?
https://www.oxfordreference.com/…/authority…
_________
Sprzedawcy złudzeń
Chciałbym dzisiaj króciutko podzielić się swoją refleksją na temat mojej pomocy ludziom chorym na cukrzycę i insulinooporność. Wiem, że się powtarzam, ale proszę o odrobinę cierpliwości. Być może część z was odnosi wrażenie, że cała ta grupa stała się promocją mojej osoby i książek, które przygotowałem i wydałem. Rozmawiam także z wieloma osobami prywatnie i podczas tych rozmów wciąż powtarzam, że nie jestem w stanie w ciągu 30-45 minut rozmowy wytłumaczyć komuś tego wszystkiego, co wiem i co jest zawarte w książce dr Bernsteina oraz mojej. Jeśli ktoś uważa to za doskonałą technikę sprzedażową – ma do tego prawo. Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Koniec końców ja nie jestem lekarzem, więc zasadniczo nie mam żadnej licencji na prawdę i rację w kwestii medycyny. Zresztą od jakiegoś czasu co rusz powtarzam, żeby sprawdzać to, co usłyszeliście czy przeczytaliście gdziekolwiek z opinią waszego lekarza prowadzącego. W każdym razie, jestem już 5 lat cukrzykiem, sporo rozmów już z osobami z „problemem cukrowym” odbyłem i mam wyrobioną opinię na temat tego, co właściwie robię ja kontra co robią inni. Podczas gdy ja rozdaję za darmo swój czas i wiedzę oraz zachęcam do jej poszerzania przy pomocy książek, które opublikowałem, sporo osób działających w „cukrosferze” sprzedaje przede wszystkim złudzenia. Tym wszakże jest „uspokajanie i poklepywanie po plecach” na forach internetowych, w gabinetach czy „na ulicy”. Każda zdrowa osoba niemająca w otoczeniu chorego na cukrzycę lub insulinooporność żyje w błogiej nieświadomości. Po gwałtownym przebudzeniu, każdy ma w oczach panikę, strach i ogólnie biega wszędzie krzycząc „pomocy!”. Ja wtedy mówię (za braćmi Rodzeń) – zdrowie zaczyna się od wiedzy. Szczególnie jeśli w grę wchodzi insulina, to nie ma przelewek. Sprowadzanie kontroli metabolicznej do formułek „trzeba jeść węglowodany bo inaczej zgon” oraz „jak cukier za wysoki to brać więcej leków/insuliny” to jest tak samo jak na pytanie „dlaczego w nocy jest ciemno?” tłumaczyć dziecku „bo jest”. Pragnę przypomnieć, że zrozumienie i wyjaśnienie dlaczego w nocy jest ciemno zajęło ludzkości dobre 500 lat. I z fizjologią i metabolizmem człowieka chorego na cukrzycę jes tak samo – to wszystko jest BARDZO skomplikowane i ludzie sobie z tego nie zdają sprawy dopóki problem ich nie dotyczy. To dlatego zawsze odsyłam do „przewodników”, do mojego kanału YouTube, do książki dr Bernsteina i mojej – bez wiedzy i zrozumienia tematu nie ma szans na doskonałą kontrolę glikemiczną i piękne życie. Okej, każdy ma inną definicję pięknego życia. Ale jak mawia dr. Jordan Peterson „Żadne argumenty nie są w stanie zakwestionować prawdziwości cierpienia.” Nie da się zrelatywizować cierpienia. I po to jest cały ten trud prowadzenia tej grupy i po to jest moje nawoływanie do dokształcania się rozdając za darmo i sprzedając wiedzę jak się od cierpienia uwolnić lub uchronić.
__________
„Insulina nie działa”
Ostatnio kilka osób pisało na grupie, że mają problem z insuliną (tak, jakby przestała działać). Tutaj moje ostatnie spostrzeżenia na temat insulin, które ja używam.
- Humalog – coś się stało jakiś czas temu z Humalogiem, pisałem o tym, bo dr Bernstein też o tym mówił w swoim teleseminarium, a mianowicie Humalog stracił około 1/3 swojej mocy. Niedawno zaobserwowałem u mnie również, że oprócz tego, że nie obniża mi cukru o 25mg/dl a jedynie o 18 mg/dl, to zaczyna działać nie po 15 minutach jak bywało dawniej, ale dopiero po 35-40, a pełnie mocy obserwuję dopiero po godzinie od wstrzyknięcia. Jako, że Humalog jest jedynym szybkodziałającym analogiem, którego używam do korekt, to te zmiany spowodowały, że o ile kiedyś pozwalałem sobie od czasu do czasu na jakieś kaprysy/zachcianki o tyle teraz skutecznie mnie „nowy” profil działania Humaloga odwodzi od zachcianek, bo jak mam czekać 35-40 minut żeby zjeść 5 truskawek albo napić się szklankę zwykłego piwa, to zazwyczaj mi się odechciewa.
- Zrobiłem eksperyment i przewiozłem ostatnio poza lodówką insulinę neutralną ludzką w temperaturach 25-35 stopni i niestety ale się zdeaktywowała. Po prostu brak efektu na cukry. Także moja rada – jak chcecie przewozić neutralną ludzką w temperaturach powyzej 8C to trzeba przekłuwać fiolkę, wtedy się nie deaktywuje. Przynajmniej takie są moje doświadczenia.
- Tresiba, o czym również już pisałem na grupie i inne osoby mi wtórowały, również uległa zmianie i już nie trzyma przez całą noc tak, jak trzymała. W sensie, że można było dać sobie raz dziennie i nie było w nocy efektu brzasku. Niestety, z moich obserwacji już tak nie jest. W każdym razie, większość z was wie, że wystarczy rozbijać dobowe dawki. Natomiast – to ani nie musi być rozbicie na „co 12 godzin”, to wcale nie musi być rozbicie na „50% / 50%” i to wcale nie musi być dobowo tyle samo insuliny, co przed rozbiciem. Podam wam mój przykład. Kiedy brałem Tresibę na raz, to brałem 8j. Teraz rozbijam na 6,5j rano po przebudzeniu (różnie, między 6 a 9) i 3,5j o 20:00.
Dr Bernstein opisuje w „Sposobie na cukrzycę” jak sprawdzać moc i czas działania insuliny. Ja też to opisuje w mojej książce. Jak macie wrażenie, że insulina nie działa – zróbcie test. Może jest tak, że nie czekacie dość czasu po zrobieniu zastrzyku. Może insulina „doposiłkowa” nie wchodzi po 10 minutach tak jak wam się wydawało, albo jak było kiedyś, tylko wchodzi np. po 45 minutach dopiero. Jak macie jakieś dziwne numery z cukrami, zróbcie test bazy. Wszystko jest w książkach. Wystarczy zastosować.
__________
Słów parę o krytycznym myśleniu
którego oducza się ludzi od maleńkości
Byłem lat temu 25 albo i więcej z tatą na grzybach przy drodze do Łośna. Tam jest piękny las dębowy i rosną prawdziwki w sezonie. Niestety byliśmy po sezonie. Chodziliśmy tak z pół godziny o nic. W pewnym momencie zobaczyłem jak w naszym kierunku idzie inny grzybiarz. Gdy nas mijał tato zagadał jak tam grzybobranie, a facet na to że doskonale, mnóstwo grzybów tam dalej jest i pokazał palcem wgłąb lasu a sam oddalił się prędko. Ja podekscytowany powiedziałem do taty, chodźmy tam. A tato na to: przecież ten facet miał pusty koszyk…
Także polecę teraz klasykiem: zaprawdę powiadam wam po owocach ich poznacie. Jeśli coś wydaje się zbyt piękne, by mogło być prawdziwe, to pewnie tak właśnie jest. Jeśli intuicja wam podpowiada, ze nie da się zjeść ciastko i mieć ciastko, to pewnie tak właśnie jest. Jeśli coś wam logicznie nie styka w tym co wam mówi ktokolwiek w internetach, to nie wierzcie mu, tylko sprawdźcie w paru innych źródłach i włączcie myślenie krytyczne. Jeśli jesteście tu po gotowe rozwiązania typu „ile dać insuliny na kotleta?” i odpowiedzi na wasze pytania podane na tacy – to nie ten adres. Tutaj jest przede wszystkim wiedza, ale trzeba ją jeszcze umieć przyswoić i zastosować i odnieść do swojego konkretnego przypadku, co wymaga myślenia.
Moje ostatnie wpisy są ironiczne, bo w ten sposób jestem w stanie za jednym zamachem szydzić z głupot i nieprawd a jednocześnie „zmuszać” wiele osób do myślenia. Wiem, że Samodzielne myślenie jest męczące. Ale macie wybór, możecie nie myśleć i podążać ślepo jak barany za tym co promują osoby, których nadrzędnym celem wcale nie musi być wasze dobro i zdrowie. Zasada jest prosta: jak mawiał towarzysz Stalin – stale „ufać i kontrolować”. Jak masz cukrzyce i nie mierzysz cukrów po posiłkach to sam jestes sobie winien. Jak masz cukrzyce i nie wierzysz w odczyty z prawidłowego glukometru to sam jestes sobie winien. Każdy jest odpowiedzialny za siebie i traktujmy się proszę jak dorosli a nie jak naiwne dzieci na grzybobraniu.
________
Czy mylimy skutek z przyczyną?
Protokół dr Bernsteina opiera się na osiąganiu całodobowej normoglikemii, gdyż zostało wielokrotnie udowodnione, że zarówno przewlekła hiperglikemia jak i ciągłe wahania stężeń glukozy powodują stany zapalne i uszkodzenie naczyń krwionośnych.
Jest tutaj mnóstwo mądrzejszych i lepiej wyedukowanych osób ode mnie, więc na pewno mi wyjaśnią, w którym momencie tkwi mój błąd myślowy.
Lipoproteina o niskiej gęstości pomaga w procesie tworzenia blaszek miażdżycowych, których zadaniem jest naprawa/zasklepianie uszkodzeń naczyń krwionośnych. Miażdżyca jest przewlekłą zapalną chorobą naczyń spowodowaną tradycyjnymi i nietypowymi czynnikami ryzyka, takimi jak:
- wysokie ciśnienie krwi (spowodowanym hiperinsulinemią)
- cukrzycą typu 2 (czyli przewlekłą hiperglikemią)
- cukrzycą typu 1 (czyli przewlekłą hiperglikemią w połączeniu z dużą i częstą zmiennością stężeń glukozy)
- wysokimi trójglicerydami (czyli nadkonsumpcją szybkowchłanialnych węglowodanów)
- otyłością trzewną (czyli de facto hiperinsulinemią)
- genami danej osoby
- stylem życia (stresem – nadmiar kortyzolu, adrenaliny, jedzeniem – syndrom metaboliczny, nadkonsumpcją alkoholu, paleniem papierosów, brak ruchu, itd)
Wiemy jednak, że stan zapalny może powodować hiperplazję naczyń bez podanych wyżej tradycyjnych czynników ryzyka sercowo-naczyniowego i obejmuje aspekty biologii blaszki miażdżycowej prowadzące do powikłań zaawansowanej miażdżycy. Chociaż nie ma bezpośrednich dowodów potwierdzających, że selektywna interwencja stanu zapalnego może poprawić wyniki u pacjentów z miażdżycą, to badania kliniczne jednoznacznie wykazały, że modulacja stanu zapalnego może zapobiegać miażdżycy i jej powikłaniom. To oznacza, że leczenie miażdżycy z perspektywy zapalnej wydaje się być skuteczniejszą metodą przeciwmiażdżycową.
- Pytanie numer jeden – czy nie jest przypadkiem tak, że wpierw jest stan zapalny i/lub uszkodzenie naczynia krwionośnego, a dopiero w jego konsekwencji organizm reaguje poprzez mobilizowanie LDL do naprawy zniszczeń?
- Pytanie numer dwa – za tyle, ile jest wart rynek leków obniżających wartości LDL brzmi – jaki jest stopień ryzyka wystąpienia zdarzenia sercowo-naczyniowego u osób uzyskujących stale na przestrzeni powiedzmy ostatnich 10 lat prawdziwą normoglikemię rozumianą jako HbA1c do maksymlanie 5% czyli średnie dobowe cukry maksymalnie 100 mg/dl ? Czy możecie mi wskazać te badania? Myślę, że to by było bardzo ciekawe.
Tak tylko pytam. Na pewno ktoś wie.
______
Trudno nie wierzyć w nic
Będę dziś trochę adkowatem diabła, a mianowicie, po wpisie Natalia Linke naszła mnie taka refleksja – pacjenci nie znają drugiej strony medalu, a mianowicie, jak pewne sprawy wyglądają z perspektywy lekarza. Sam również nie mam w tym względzie wielkiego pojęcia, niemniej, pragnę zwrócić uwagę, że idąc na studia medyczne, idzie się w dobrej wierze, że wiedza na nich przekazywana będzie w stanie komuś uratować życie i zdrowie. Ilość treści encyklopedycznych, które należy w ciągu 5-7 lat studiów przyswoić, nie pozwala lekarzowi podważać każdego jednego zdania, które przeczyta w podręczniku. Mam podejrzenie graniczące z pewnością, że nie ma czasu na zastanawianie się często nawet co z czego wynika i edukacja lekarza to kucie na pamięć suchych faktów i jedynie jak ktoś jest bardziej kumaty, to jest w stanie coś tam połączyć w całość, niemniej ludzki organizm jest tak skomplikowany, że jedynym wyjściem z sytuacji dla lekarzy są tak zwane specjalizacje, gdzie student decyduje się, że spróbuje zrozumieć jeden fragmencik całego systemu i poświęci temu fragmencikowi całe swoje życie i karierę. Na to wszystko nakłada się w przypadku cukrzycy ten prosty, ale jakże „niedoceniany” fakt, że lekarz, który nie ma sam cukrzycy typu 1, ani nie miał jej w rodzinie – na starcie kariery „g@wno wie i w d*pie był” (przepraszam wszystkie panie). Jestem przekonany, że nawet w kontrolowanych warunkach szpitalnych nie wywołano u niego choćby raz hipoglikemii, żeby takiemu studentowi/lekarzowi pokazać „co jest grane” w skali mini. Wracając do wiedzy zaczerpniętej ze studiów – na Harvardzie mówią studentom medycyny, że w chwili ukończenia studiów ich wiedza w 50% będzie nieaktualna. Przynajmniej są wobec nich szczerzy. Problemem oczywiście jest to, że raz uzyskanego dyplomu lekarza NIKT już nie nikomu nie zabierze, choćby ten ktoś był przysłowiowym „konowałem” – okej w drastycznych przypadkach i błędach lekarskich owszem, ale w cukrzycy wystarczy pacjentowi mówić, że ma dobre/złe wyniki, wypisać receptę, zamienić parę zdań, a powikłania leczy lekarz innej specjalizacji. To, co wyżej napisałem, jest zapewne bardzo krzywdzące, ale tak wygląda codzienność wielu cukrzyków na świecie i z tej perspektywy to napisałem. Także wracając – lekarze nie mają pojęcia, skąd się wzięły informacje, których się nauczyli na pamięć. Mieli się tego nauczyć, żeby zdać egzamin, to się nauczyli. W coś w końcu wierzyć musieli. Bez tej wiary w to, że to, czego uczą się teraz w pocie czoła, będzie ratować ludziom życia i zdrowia – jaki byłby sens ich poświęceń związanych ze studiami i karierą lekarską? W praktyce klinicznej mogą sprawdzać, czy rzeczywiście ta zdobyta na studiach wiedza jest wiele/cokolwiek warta i jeśli się okazuje, że jednak NIE jest, to niestety, ale nie mają obowiązku drążyć tematu dalej. Mogą po prostu powiedzieć – taki mamy algorytm postępowania, takie jest aktualne stanowisko „starszych i mądrzejszych” i proszę mi d%py nie zawracać. To jest cedowanie odpowiedzialności na procedury – zgadza się, ale taki już mamy system opieki zdrowotnej, którego lekarze są pracownikami. Trudno nie wierzyć w nic. Ale jest w tym wszystkim nadzieja, a mianowicie – każdy pacjent podążający protokołem jest czarnym łabędziem diabetologii. Każdy pacjent cukrzycowy ze zdrową glikemią podważa to, co lekarz myślał, że wie i rozumie. I u niektórych z nich może się włączyć ta żarówka nad głową, ta chęć drążenia tematu. Dajmy im tę szansę
___
Lustereczko powiedz przecie
Żyjemy w XXI wieku i mamy do dyspozycji technologie, o jakich się naszym rodzicom nie śniło. Jedną z cichych rewolucji kopernikańskich medycyny są systemy ciągłego monitorowania glikemii. Pomimo swoich wad, mają niezaprzeczalną zaletę – pozwalają (prawie) nieinwazyjnie przez całą dobę podglądać gospodarkę energetyczną ludzkiego organizmu. Dzięki tej technologii, śmiem twierdzić, przeprowadzanie niezwykle inwazyjnego badania OGTT (test obciążenia glukozą) jest moim zdaniem barbarzyństwem. Każde podejrzenie u pacjenta problemu metabolicznego powinno w moim przekonaniu skutkować przede wszystkim zaleceniem lekarskim by założyć sensor CGM i sprawdzić co się dzieje. Okej, nie są one super dokładne, ale dysponujemy dziś dokładnymi laboratoriami i możemy ustalić dzięki nim, które glukometry mierzące krew z palca krwi podają dokładne pomiary w porównaniu z urządzeniami diagnostycznymi i dawać pacjentom w komplecie również takie glukometry by sprawdzać poprawność odczytów CGM względem krwi. To jest według mnie prawidłowa prewencja – nie OGTT. Obciążenie glukozą miało sens w czasach, gdy NIE było CGMów. W normalnym życiu wystarczy na czczo wypić zamiast 75g czystej glukozy owsiane Vanilla Latte VENTI ze Starbucksa, które ma 53,3g węglowodanów albo owsiane Iced Caramel Macchiato z costa coffee, która ma 18,76g węglowodanów na 100ml. Do tego pewnie jeszcze jakieś ciasteczko albo drożdzóweczka, czy pączuś – a jak ktoś jest fit to jakiś batonik owsiany czy co tam jest teraz trendy. Wypisz, wymaluj śniadanie wielu osób, które myślą, że odżywiają się „w miarę zdrowo”. I okej, może te wszystkie węgle nie wejdą na raz w przeciągu 2 godzin, tylko 3 lub 4, ale mając CGM wszystko to będzie pięknie widać. Tu na grupie osoby zdrowe zamieszczały swoje zrzuty CGM i widzieliśmy, że jak ktoś jest rzeczywiście zdrów, to te glikemie będą wyglądać dokładnie tak, jak PTD mówi, że powinny u kobiety w ciąży. Dlaczego glikemie kobiety w ciąży – bo dla niej te normy są prawdziwe. Dlaczego są prawdziwe? Bo efekty przewlekłego przecukrzenia w przypadku kobiety w ciąży widać natychmiast, a nie po 10 latach.
W każdym razie, CGM jest lustereczkiem, które może nam sporo powiedzieć o naszym zdrowiu.
P.S. Żeby była jasność – dr. Bernstein zaleca cukrzykom i osobom z insulinoopornością całodobową normoglikemię rozumianą jako 70-90 (dorośli), 65-85 (dzieci) ponieważ zależy mu na zminimalizowaniu/wycofaniu powstałych już konsekwencji przewlekłego przecukrzenia organizmu. Żaden system opieki zdrowotnej nie jest w stanie udźwignąć finansowo i personalnie takich zaleceń. Osobista troska o własne zdrowie i odpowiedzialność życiowa jest fundamentem protokołu dr Bernsteina.
____
Zdrowe cukry
Często pokazywałem nieświadomym tego czym jest ich choroba cukrzykom, jak wyglądają glikemie całkowicie zdrowych osób. Niestety, w większości wypadków dostawałem komentarz – po co mi tu pokazujesz CGM zdrowej osoby, przecież to nie ma żadnego znaczenia w moim przypadku, bo ja jestem chory.
Pragnę tak na szybko podsumować to, co powinienem (?) wtedy odpisywać, choć tak naprawdę nie można nikogo zmusić do myślenia i wyciągania wniosków. Ale każdy w swoim zakresie może to u siebie „wytresować”. Będzie łopatologicznie, proszę mi wybaczyć, piszę to dla osób „niewyrobionych” i dla każdego, kto bije głową w mur próbując przekonać bliskiego/krewnego do zmiany, zanim będzie za późno.
Cukrzyca to przewlekłe przecukrzenie organizmu, które w przeciągu lat prowadzi do tak zwanych powikłań i/lub przedwczesnej śmierci (zawał, udar). Samo przecukrzenie organizmu nie boli, natomiast jego efekty są dla organizmu tragiczne – utrata czucia, owrzodzenie stóp, utrata wzroku, niewydolność nerek, miażdżyca to tylko te najpowszechniejsze ale lista jest długa. Organizm zdrowej osoby jest w stanie w przeciągu maksymalnie dwóch godzin od posiłku sprowadzić cukier do poziomu 100 mg/dl lub niżej. Organizm chorego tego nie potrafi, więc chory ma przewlekle przecukrzoną krew. Zdrowe osoby nie mają przecukrzonej krwi, więc nie chorują na cukrzycowe powikłania. Dodatkowy problem u osoby chorej jest taki, że ma dużo wahań cukrów. To też jest bardzo szkodliwe dla organizmu bo prowadzi m.in. do zmian miażdżycowych. Całkowicie zdrowa osoba ma bardzo mało wahań cukru, więc w tym względzie jej ryzyko powikłań i śmierci również jest dużo mniejsze. Całkowicie zdrowy organizm utrzymuje cukier w bardzo wąskim zakresie 70-100 mg/dl (dorosła osoba). Jedynie spożywanie dużych ilości cukru, skrobii oraz wysokoprzetworzonej żywności jest w stanie „wyrzucić” glukozę we krwi zdrowej osoby poza 100 mg/dl. Gdy osoba całkowicie zdrowa odżywia się przede wszystkim produktami odzwierzęcymi oraz warzywami nieskrobiowymi, to na wykresach CGM jej linie są w istocie (prawie) płaskie a cukry we wspomnianym zdrowym zakresie 70-100 mg/dl. Dążenie do takich samych linii u osoby chorującej na cukrzycę oznacza próbę zminimalizowania ryzyka wystąpienia wyżej wspomnianych powikłań. Im bliżej zdrowych cukrów na codzień, im mniej wahań cukrów, tym bliżej zdrowia – teraz i później.
_____
Kompas
Myślę, że każdy z nas rodząc się ma naturalny kompas, który doskonale pokazuje nam, w którym miejscu jest prawda. Poprzez wychowanie i ukształtowanie w takim, a nie innym środowisku, czy przebywanie wśród niewłaściwych ludzi możemy ten kompas schować do kieszeni, zgubić albo zepsuć. To nie znaczy jednak, że prawda przestaje istnieć.
Kiedy słuchałem w szpitalu spoconej, olbrzymiej, otyłej dietetyczki o korzyściach spożywania przez cukrzyka węglowodanów, mój kompas pokazywał mi, że nie tędy droga. Kiedy na kontroli w szpitalu zabrano mi mój dzienniczek i glukograf, to lekarz nie wierzył, że cukrzyk może mieć tak dobre cukry – poczułem się potraktowany jak oszust, a mój kompas pokazywał mi, że w szpitalu nie znajdę dobrych drogowskazów.
Kiedy jednak zacząłem przesłuchiwać teleseminariów Dr. Bernsteina na YouTube, mój kompas potwierdził, że to jest ta droga, którą mam iść. Czytając później książkę dr Bernsteina, mój szacunek do jego wiedzy oraz mądrości wzrastał z każdym kolejnym rozdziałem, a kompas wciąż pokazywał, że to właśnie tędy droga.
Dziś dr. Bernstein ma 90-te urodziny. Ten człowiek stosując metody powszechnie uważane za właściwe i bezpieczne dorobił się następujących powikłań:
a) cukrzycowa choroba nerek
b) stwardnienie tętnic typu Mönckeberga
c) gastropareza
d) deformacja stop
e) kępki żółte (żółtaki, xanthelasma)
f) zespół pasma biodrowo-piszczelowego (ang. iliotibial band syndrome – ITBS)
g) kurza ślepota
h) mikrotętniaki w oczach
i) początki zaćmy
j) lipohipertrofia
k) częste ostre hiperglikemie prowadzące do wypadków samochodowych i napadów furii
więcej w sumie nie pamiętam, ale jestem pewien, że to nie jest kompletna lista. Cierpienie, którego dzień w dzień doświadczał, a także strach przed rychłą utratą życia z powodu powikłań, doprowadziły go przysłowiowej ściany. Ale się nie poddał, nie zaakceptował swojego nędznego losu, więc w końcu los się do niego uśmiechnął – udało mu się kupić cukrzycowy kompas, jakim był pierwszy na świecie glukometr. To zmieniło wszystko. Dzięki swoim systematycznym, bezkompromisowym wysiłkom wycofał wszystkie powikłania, jakie jeszcze mógł wycofać.
Dziś, naszym cukrzycowym kompasem jest CGM. On zmienia wszystko i pokazuje nam, że dr Bernstein ma rację i że mówi prawdę. Wczoraj dostałem pytanie na instagramie: „Czy możesz mi streścić książkę dr Bernsteina w jednym zdaniu”? Parsknąłem śmiechem, bo streścić 600 stron w jednym zdaniu to nie lada wyczyn. Ale dzisiaj już wiem jak to zrobić. To zdanie brzmi:
„Każdy cukrzyk ma prawo wiedzieć jak osiągać całodobową normoglikemię”.
Ale ta wiedza to tylko połowa sukcesu. Druga połowa sukcesu to zaakceptowanie faktu utraty zdrowia w wyniku cukrzycy, zaakceptowanie bólu związanego z tym faktem a co za tym idzie chęć poprawy swojego losu poprzez wdrożenie i kierowanie się zaleceniami protokołu dr Bernsteina w życiu.
Jest to całkowite przeciwstawienie się komunikatowi płynącemu z ust osób, które cukrzycę znają tylko z podręczników akademickich, broszur wydawanych przez producentów leków i sprzętu medycznego oraz z doświadczeń osób, które nie potrafią kontrolować choroby o nazwie cukrzyca: „Nic się nie stało, cukrzycy, nic się nie stało! Od czego są leki i lekarze?”. Naprawdę? Można żyć, tak jak do tej pory? No w sumie można, ale mój kompas pokazuje, że nie tędy droga.
_____
List otwarty do sceptyka
Nie musisz mi wierzyć. Nie musisz wierzyć dr. Bernsteinowi. Możesz wierzyć swojemu lekarzowi prowadzącemu. Chciałem tylko zauważyć, że według najnowszych zaleceń PTD celem leczenia cukrzycy (czyli przewlekłego przecukrzenia organizmu) jest osiąganie normoglikemii. Cel terapeutyczny ≤ 6.5% oznacza, że NAJGORSZYM dopuszczalnym dla lekarza diabetologa wynikiem kontroli glikemicznej jest HbA1c 6.5% co oznacza, że twoje cukry są przez 70% czasu w zakresie 70-180 mg/d a 30% czasu poza tym zakresem. Połowa zaleceń (jakieś 60 stron) jest poświęcone najpowszechniejszym powikłaniom przewlekłego przecukrzenia organizmu. Nigdzie w zaleceniach nie jest powiedziane, że glikowana 6.5% CHRONI przed powikłaniami. W KAŻDYM z rozdziałów poświęconym leczeniu i zapobieganiu powikłaniom jest na pierwszym lub drugim miejscu napisane, że NORMOGLIKEMIA chroni przed i leczy z powikłań (o ile nie jest za późno). Ten próg 6.5% według badań naukowych chroni przed szybką utratą wzroku (w przeciągu 5 lat od diagnozy). Tylko tyle i aż tyle. Nie wierzysz? Nie musisz. Masz Google, masz automatyczne tłumaczenie Google Chrome, w każdej chwili możesz sprawdzić te zalecenia i sprawdzić z badaniami naukowymi (po angielsku) czy mówię prawdę czy ściemniam i naciągam na zakup książek. Aha, to czy choruję pięć lat, czy trzydzieści pięć nie ma wpływu na fakty odnośnie ryzyka wystapienia powikłań. To, że sprzedaję książkę znaczy tylko tyle, że mam coś do przekazania w temacie cukrzycy. Nie trzeba się ze mną zgadzać, nie muszę mieć racji. Jak się książka nie spodoba, można ją komuś odsprzedać. Na szczęście jeszcze można wydać książkę i napisać w niej co się uważa za istotne. Dziękuję za uwagę. Kłaniam się
___
Protokół dr. Bernsteina niczego nie leczy
Zbyt często w kontakcie z lekarzami współczesnego systemu opieki zdrowotnej mamy wrażenie, że osoby te wykształciły się i posiadły ogromną wiedzę encyklopedyczną z dziedziny medycyny, ale równocześnie straciły zdolność logicznego myślenia przyczynowo-skutkowego oraz zdolność wychodzenia poza schematy i procedury. Zresztą, nie ma za to punktów ani dodatkowej forsy, a ryzykuje się nawet utratą licencji za „robienie po swojemu”. W tym systemie lekarz ma być czarnoksiężnikiem / alchemikiem, który stosując przeróżne leki i używając najnowszych technologii magicznie uzdrawia chorego. Problem jest taki, że w zbyt wielu przypadkach niestety nie uzdrawia, a jedynie leczy (choć nie zawsze właściwie, czy skutecznie). Pacjent nie zna się na lekach, ani na tych wszystkich drogich sprzętach w szpitalach i laboratoriach, więc musi całkowicie zawierzyć swoim życiem i zdrowiem temu, że ta „alchemia” czyni cuda. I ok – niejednokrotnie tak się właśnie dzieje, choć na polu cukrzycowym wyniki pozostawiają sporo do życzenia. Lekarze nie mają jednak wyjścia – muszą leczyć, bo po to się wszak kształcili.
W przeciwwadze do współczesnego leczenia stoi protokół dr Bernsteina, który niczego nie leczy. Powórzę – protokół dr Bernsteina niczego nie leczy – on umożliwia organizmowi chorego samoleczenie, wycofywanie i zapobieganie chorobom. Przeczytaj to zdanie jeszcze raz. I jeszcze raz.
Protokół dr Bernsteina umożliwia „powrót do korzeni” i „wsłuchanie się” w nasze DNA, ponieważ kluczową rolę w cukrzycy i insulinooporności odgrywa świadomy ( bądź nie ) sabotaż pacjenta. Dbanie o higienę życia w sferze emocjonalnej, żywieniowej, aktywności fizycznej i wypoczynku (również zaliczam do tej kategorii sen i ekspozycję na słońce czy tzw. uziemienie) jest nie do przecenienia. Wpływ uregulowania tych czynników odpowiedzialnych za samopoczucie oraz zdrowie jest jednak traktowany po macoszemu, bo ich ewentualna naprawa i zaprzestanie sabotowania procesu uzdrawiania samego siebie wymaga wysiłku, pracy nad sobą, niejednokrotnie przemodelowania całego swojego życia i radykalnej zmiany myślenia i poglądów. O wiele łatwiej jest zrzec się tej odpowiedzialności – pójść do lekarza by to on nas wyleczył. I rzeczywiście są takie choroby, gdzie medycyna w cudowny z perspektywy laika sposób uzdrawia chorego człowieka, ale w bardzo wielu przypadkach jedyne co robi, to łagodzi i zalecza symptomy, a nie zwalcza przyczyn i nie doprowadza do prawdziwego wyleczenia. Insulina jest najlepszym przykładem – pomaga mi i wielu innym cukrzykom przeżyć, ale niczego de facto nie leczy. Czy można mieć do wpółczesnej medycyny oraz do jej przedstawicieli żal? Nie sądzę. Po prostu trzeba stanąć w prawdzie przed samym sobą, utracić resztki naiwności, że ten system opieki zdrowotnej został stworzony przede wszystkim po to, by uchylić ludziom nieba, oraz wziąć przede wszystkim sprawy w swoje ręce i rzeczywiście się swoim zdrowiem zainteresować i sobą samym zaopiekować. I uwierzcie mi, okaże się że 80% całej pracy wykonuje pacjent i jego organizm a tylko pozostałe 20% lekarz i jego alchemia. Zachowując takie proporcje, można być rzeczywiście świadkiem cudów – bo każdy z nas będąc zdrowym jest chodzącym cudem. Nasz organizm jest stworzony z taką maestrią i doskonałością, że nawet wiedza i doświadczenie najlepszych lekarzy, najlepsze leki i najlepszy sprzęt są w porównaniu z nim po prostu żenująco śmieszne.
___
Przejechani przez TIR
Dr Bernstein zakłada, że:
a) zdrowe dziecko odżywiające się ubogowęglowodanowo jest całą dobę w zakresie 60-85
b) zdrowy dorosły odżywiający się ubogowęglowodanowo jest całą dobę w zakresie 70-95
c) zdrowa kobieta w ciąży albo zdrowe niemowlę/małe dziecko odżywiające się ubogowęglowodanowo jest całą dobę w zakresie 55 – 80
Dr Bernstein uważa, że chorzy na cukrzycę mają prawo i powinni w umiejętny i bezpieczny sposób dążyć do takich samych zakresów jak osoby zdrowe.
PTD zakłada zakres 70-180 dla każdego cukrzyka, dążenie do TIR=70% i HbA1c maksymalnie 7% za wystarczające.
Poniżej moja analiza „po łebkach”, co może oznaczać kierowanie się TIR=70% dla zakresu 70-180, zamiast kierowania się zakresem zalecanym przez dr Bernsteina, dążeniem do TIR=100% i HbA1c poniżej 5%.
Przykład 1:
jeśli ktoś założy sobie cel 70% czasu w zakresie 70-95 , to oznacza to, że dopuszcza średnie stężenia glukozy rzędu 111 mg/dl, a hemoglobinę glikowaną 5.5% (wg formuły używanej przez PTD, czyli średnia = 28.7 x A1c – 46.7).
Przykład 2:
jeśli ktoś założy sobie cel 70% czasu w zakresie 70-180, to oznacza to, że dopuszcza średnie stężenia glukozy rzędu 153 mg/dl, a hemoglobinę glikowaną 7%.
Kolory w tabeli ustawiłem według następującego klucza:
HbA1c <= 5% zielony
HbA1c 5 – 5.6% pomarańczowy
HbA1c >= 5.7% czerwony
Taki klucz kolorów ma związek z wypowiedziami dr Bernsteina oraz badaniami naukowymi zestawiającymi stężenie hemoglobiny glikowanej z ryzykiem wystąpienia powikłań cukrzycowych. Bardzo dużo już na ten temat pisałem na grupie.
Według mnie zalecenie kierowania się TIRem nie zostało wprowadzone dla dobra cukrzyków, tylko dla dobra firm produkujących cgmy, pompy i insuliny.
____
My udajemy, że dbamy o cukry – oni udają, że nas leczą.
W czasach słusznie minionych mawiano w Polsce: oni udają, że nam płacą, a my udajemy, że pracujemy. Czasy się zmieniły, ale duch tamtej rzeczywistości doskonale zadomowił się… chociażby na niwie cukrzycowej.
Dość często widzę i słyszę w fejsbukowej przestrzeni treści wylewające pomyje na pracowników służby zdrowia. O ile, ze względu na niejednokrotnie podobne własne doświadczenia, ciężko mi odmówić osobistej solidarności z domorosłymi Zolami naszych czasów, o tyle coraz cześciej mam wątpliwości co do całkowitej niewinności naszych Dreyfusów.
Jest prawdą, że pracownicy służby zdrowia odwodzą pacjentów od praktyki ograniczania węglowodanów w diecie lub przemilczają fakt, iż istnieje taka możliwość. Więcej, często przestrzegają bądź wręcz straszą przed rzekomo negatywnymi skutkami zmiany stylu żywienia.
Jest prawdą, że pacjentom pragnącym pomimo powyżej wspomnianych praktyk spróbować innej drogi do (zachowania) zdrowia pracownicy służby zdrowia nie pomagają a niejednokrotnie wręcz utrudniają życie na wiele różnych sposobów – od kłotni o to, co pacjent powinien a czego nie powinien jeść, przez odmowę przepisania innych leków/insuliny, przez zlecenie amputacji bez rozważenia innych możliwości leczenia, po skierowanie sprawy do opieki społecznej/sądu. Jeśli czytasz te słowa i nie wiesz o czym mowa – uważaj się za nieświadomego szczęściarza.
Pomimo wielu cierpień i przykrości jakie niejednokrotnie spotykają wielu pacjentów w zderzeniu ze zorganizowaną opieką medyczną, pragnę ostudzić tym wpisem głowy wielu pacjentów, krzyczących co rusz J’accuse!
Moje osobiste przekonanie jest takie, że tych bezpodstawnie skrzywdzonych jest niestety mniej, niż tych, którzy „na własne życzenie” doprowadzili się do stanu, w którym są dziś i nawet teraz, gdy grunt im się pali pod nogami, nie chcą kiwnąć przysłowiowym palcem w bucie tylko oczekują, że mówiąc obrazowo pani doktur przepisze im tabletku i ich ta tabletku magicznie wyleczy. Niestety, w życiu nic tak nie działa, że można sobie ignorować jakiś temat a potem jak spotkają nas konsekwencje naszych zaniechań, to za magicznym dotknięciem czarodziejskiej różdżki ktoś na górze wciśnie przycisk RESET i wszystko znowu będzie dobrze.
Rozumiem, że jest tu wiele osób, które mają ct1 i niczym nie zawiniły. Ale jest na grupach fejsbukowych i w realu wiele osób, których system opieki zdrowotnej wystarczająco wcześnie „wyłapał” (w Polsce robi się badania okresowe, a w wielu krajach NIE) , postawił diagnozę i puścił z jakimiś tam zaleceniami do domu. I większość tych osób zamiast się przejąć i coś ze sobą zrobić, drążyć temat, no ogólnie wziąć odpowiedzialność za swoje zdrowie – postanowiła zignorować to ostatnie ostrzeżenie (bo umówmy się, jak już wyniki badań wychodzą złe – gdzie wiemy, że te zakresy referencyjne są tak szerokie, bo gdyby były takie, jakie być powinny, to system opieki zdrowotnej już dawno by padł – to znaczy, że coś chyba trzeba zrobić ze sobą). Okej, jest wiele osób starszych, żyjących „w małych ośrodkach miejskich” i tak dalej, ale telefony i internety jakoś wszyscy nawet na wsi w Polsce mają a takie starsze osoby też w próżni nie żyją. Jest część osób, które wierzą w każde słowo lekarza, bo tak zostały wychowane. Jest część osób, które zwyczajnie nie ogarniają tego, co to są te „węglowodory” i nic im nie przetłumaczysz. Są osoby, których nie stać na paski do glukometru.
NATOMIAST, jak czytam wypowiedzi ludzi (w różnym wieku, i niejednokrotnie są to osoby 50+) spędzających dużo czasu na fejsbuku, którzy „nie wyobrażają sobie” zmiany czegokolwiek w swoich życiach, a cały ich problem polega na tym, że lekarze są „BE” bo „przepisują stare leki”, to myślę sobie: nie wzbudzacie we mnie krzty litości. Jesteście siebie warci – wy udajecie, że dbacie o cukry, a oni udają, że was leczą. I być może się mylę i powinienem przeprosić i zmienić pogląd, ale na razie moje doświadczenia z czytaniem komentarzy na grupach fejsbukowych oraz niektóre prywatne rozmowy z chorymi nie przekonały, że powinienem.
____
Niewielka (?) część osób, która kontaktuje się ze mną albo przychodzi tu na grupę lub kupiła i przeczytała książkę moją lub dr Bernsteina jest rozczarowanych, że podążanie zaleceniami dr Bernsteina NIE JEST ŁATWE. Tak, jakby nie wiedzieli, bądź nie rozumieli, że wszystko, o co warto w życiu walczyć, nie przychodzi łatwo. Szczerze powiedziawszy nie rozumiem roszczeniowej postawy, według której wszystko w życiu ma przychodzić lekko, natychmiast i dawać wyłącznie zadowolenie. Jak do tej pory nie miałem takich doświadczeń, ale może jestem wyjątkiem… Z drugiej strony, czytam czasem hurra-optymistyczne komentarze na grupie, gdzie niektórym się wydaje, że jestem ze stali, bo mam ładne hemoglobiny glikowane. No mam ładne (bo dbam o cukry), ale ze stali nie jestem. Mam gorsze dni. Czasem mam kiepskie cukry ( co w moim słowniku oznacza albo 55-60mg/dl bo przesadziłem z insuliną, albo 130 mg/dl bo przesadziłem z orzeszkami (mój kryptonit – jedyne co pomaga, to nie kupować) albo ciastem keto ) i mam ogólnie kiepski nastrój, bo mam żal (nie wiem, czy to jest dobre słowo – może tęsknotę za pewnego rodzaju niewinnością, naiwnością czy może nieświadomością osoby zdrowej), że nie mogę żyć bezmyślnie i „na totalnym spontanie” bez natychmiastowych konsekwencji. To jest ta różnica między mną a osobą zdrową – od razu widzę konsekwencje niezaplanowanego dnia (nie chodzi mi o szczegółowy co do godziny plan, ale o przemyślane zawczasu decyzje żywieniowo-ćwiczeniowo-insulinowe) albo braku cierpliwości, bo rusza lawina z kostek domina. Niestety insulina, którą wstrzykuję jako CT1 nie działa po minucie i nie zatrzymuje swojego działania, kiedy nie jest już potrzebna (może pompy są w tym względzie ciut lepsze/wygodniejsze – temat na osobną dyskusję). Patrząc znowuż z drugiej strony – to ustawia mi właściwą perspektywę i zapobiega dziecinnieniu. W końcowym rozrachunku muszę przyznać, że fajnie jest jednak być dojrzałym, nie oszukiwać siebie, nie żyć złudzeniami i nie kierować się naiwnością. I to nie jest tak, że nie doświadcza się rozczarowań czy goryczy prawdy, po prostu mniej się cierpi na własne życzenie. Także opowiem wam mój niecny plan – chcę kiedyś powiedzieć: W dobrych zawodach wystąpiłem, bieg ukończyłem, wiary ustrzegłem, CHOĆ NIE BYŁO ŁATWO.
_____
W ósmym wydaniu książki Diabetes Mellitus autorstwa Elliota P. Joslina, pioniera współczesnej diabetologii, jest napisane:
Efekty jakiejkolwiek diety powinny osądzać osoby ją stosujące, a nie ci, którzy owej diety zaniechali.
Zgadzam się z Joslinem. Więcej, uważam, że osoby uzależnione od cukru, fruktozy i skrobii powinny tonować swoje wypowiedzi na temat rzekomych szkód jakie dieta ubogowęglowodanowa powoduje u osób chorujących na cukrzycę.
Dlaczego użyłem słowa uzależnienie. Jeśli ktoś wie, że coś co konsumuje mu szkodzi, a mimo to, nie może powstrzymać się od codziennej konsumpcji tegoż, to jest to dla mnie typowa definicja uzależnienia.
Po internecie na instagramie, tik-toku, fejsbuku i twitterze krążą filmy jak noworodkom lub małym dzieciom daje się po raz pierwszy w życiu loda do zjedzenia – tutaj przykłady :
Okej, ktoś powie – to jest przecież sam cukier, a cukrzykom zabrania się jedzenia cukru. No dobrze, ale chleb, bułka, ziemniak, ryż, kasza, makaron ma ten sam efekt – ludzie, którzy widzą na wykresach cgm oraz na odczytach z glukometru skutki konsumcji tych produktów skrobiowych nie wyobrażają sobie życia bez tych „smakołyków”. Ba, nie dość, że nie znają innego stylu żywienia z przysłowiowej „autopsji”, to często określają styl ubogowęglowodanowy „zaburzeniem odżywiania” lub drogą do takiego zaburzenia prowadzącą.
Spójrzmy jednak na to z innej perspektywy – wyobraźmy sobie świat, w którym alkohol może kupić każdy, nawet dziecko. Ale to nie koniec, wyobraźmy sobie, że możesz alkohol kupić wszędzie – w każdym praktycznie sklepie, w miejscach pracy, miejscach rozrywki, w szkołach – no wszędzie. Dalej, wyobraźmy sobie, że można go kupić o każdej niemal godzinie, siedem dni w tygodniu. Aha, no i wyobraźmy sobie, że jego spożycie jest społecznie akceptowalne do tego stopnia, że daje się go w nagrodę za dobre sprawowanie, daje się go jako prezent na niemal każdą okazję. Ba, nie dość, że jest to ze wszech miar akceptowalne, to jeszcze się do jego konsumpcji namawia na każdym kroku – w formie reklam oraz interpersonalnie. Rozumiecie do czego zmierzam. I teraz wyobraźcie sobie osoby, które w takim świecie decydują się nie pić alkoholu. Świadomie wybierają takie życie, bo zależy im na lepszym zdrowiu.
W takim świecie na pewno znalazłby się ktoś, kto nie jest w stanie żyć bez alkoholu i powiedział – ale, ale, wystarczy pić alkohol z głową i umiarkowanie. W życiu najważniejszy jest balans. Ja się z tym nie zgadzam, bo takie postępowanie jest wbrew ludzkiej naturze i naszym genom. Nasze geny i organizmy są zaprogramowane na przetrwanie naprzemiennych okresów głodu i dobrobytu. Stąd przecież dzisiaj taki wysyp insulinooporności i cukrzycy typu 2 – głodu już nie ma.
Już św. Augustyn pisał: Doskonałe umiarkowanie jest trudniejsze niż całkowita abstynencja. A skoro jesteśmy tylko ludźmi – to ja świadomie i z całą odpowiedzialnością wybieram to, co paradoksalnie jest łatwiejsze i przynosi lepsze efekty. I do tego samego was zachęcam – róbmy to, co działa.
_____
Nie wyobrażam sobie życia z chlebem. Uważam go za jedzenie… biedoty, ponieważ w mojej opinii jest zapychaczem i erzacem. Kojarzy mi się z biedą, wojną i głodem. Pamiętam ten na zakwasie – jego słodki smak i charakterystyczny zapach. Pamiętam smak takiej kromki z masłem. Ale pamiętam i wiem też, że taka kromka nie „trzyma długo”. Dziś zapach supermarketowego chleba (słodu? glutenu?) przyprawia mnie o mdłości a widok i zapach chlebów rzemieślniczych nie robi specjalnego wrażenia
Dlaczego o tym piszę? Żeby dać osobom, które poczują się tym tekstem urażone oraz tym, którzy nie wyobrażają sobie życia bez pieczywa inne spojrzenie, inny horyzont myślowy, inny pogląd. Żeby uwypuklić to, że można żyć bez pieczywa. Ba, można zjeść śniadanie bez pieczywa i czuć sytość przez bite pięć godzin wytrzymując do obiadu bez drugiego śniadania, owoców i słodyczy.
_____
Nazywam się Milijon
Często diagnoza cukrzycy przytłacza chorych i ich rodziny do tego stopnia, że nie są w stanie przez wiele lat wyjść z jej cienia i żyją tak, jakby ich życie się już skończyło albo jakby życie po diagnozie nie miało już większego sensu, albo stało się wręcz męką na którą nie zasłużyli. Żyjąc w poczuciu wiecznej krzywdy, wpędzają się w pozycję bezwolnej ofiary, której wszystko się należy i której wszystko wolno, bo przecież cierpi „za miljony”. To poczucie krzywdy popycha takie osoby niejednokrotnie w stronę hedonizmu, kompulsywności żywieniowej i zrzeczenia się jakiejkolwiek odpowiedzialności za swój dalszy los.
Wiem, że w takim kontekście mówienie o wdzięczności może zakrawać o kpinę, ale posłuchajcie:
[…] Wdzięczność to umiejętność cieszenia się z małych, zwykłych spraw. Osoby, które potrafią być wdzięczne, czerpią większą satysfakcję z życia, szybciej radzą sobie z przeciwnościami, są optymistami, łatwiej nawiązują relacje, są pewniejsze siebie i odporniejsze na stres. A pamiętajmy, że nasze nastawienie jest głównym składnikiem dobrostanu i poczucia szczęścia.
Wdzięczność składa się z czterech elementów:
- dostrzegania rzeczy, z których się cieszymy,
- myślenia o tym, dlaczego te rzeczy zostały nam dane,
- odczuwania emocji w sytuacji, gdy ktoś nam coś daje,
- sposobu wyrażania naszej radości.
Poczucie wdzięczności daje wiele korzyści: uczy pozytywnego myślenia, buduje spokój wewnętrzny, poprawia samopoczucie, zmniejsza lęki, pomaga w radzeniu sobie z codziennymi wyzwaniami, eliminuje negatywne skutki stresu. […]
Źródło cytatu: https://portal.librus.pl/rodzina/artykuly/wdziecznosc-dlaczego-jest-nam-potrzebna
Choć utraciłeś/utraciłaś zdrowie, to jest jeszcze wiele rzeczy, za które warto być wdzięcznym.
___
Być mistrzem
Początkowo uczeń musi stać się sługą tradycji, struktury i dogmatów – podobnie jak dziecko chcące bawić się z innymi musi przestrzegać reguł gry. […] Celem takiego [działania] jest podporządkowanie jego wciąż nie w pełni rozwiniętej osobowości (nie zasługującej jeszcze na miano „indywidualności”) jednej ścieżce, w celu przemienienia niedostatecznie jeszcze zdyscyplinowanego nowicjusza w doświadczonego, wytrawnego mistrza. […]
Tymczasem mistrz, sam będący produktem właściwie przeprowadzonego terminowania, nie jest już sługą dogmatów. To dogmaty służą teraz mistrzowi, który co prawda zobowiązany jest je utrzymywać, ale ma też prawo je modyfikować, gdy zmiany stają się konieczne. […]
Mistrz może pozwolić sobie na słuchanie głosu własnej intuicji oraz kierowanie się subiektywnym wglądem, gdyż wiedza, jaką posiadł wraz z dyscypliną, którą wypracował, umożliwia mu krytyczną ocenę jego własnych idei i obiektywne oszacowanie ich prawdziwej wartości. Potrafi zatem znacznie wyraźniej postrzegać podstawowe wzorce czy reguły leżące u podstaw dogmatów charakterystycznych dla jego dziedziny i czerpać z nich inspirację, zamiast ślepo hołdować aktualnie wyznawanym czy ucieleśnianym zasadom. Zdając się na zintegrowaną jedność swojej osobowości oraz swojego wyszkolenia, w służbie jeszcze większej jedności, potrafi on nawet modyfikować lub gruntownie zmieniać także bardziej fundamentalne, głęboko intuicyjne reguły.
fragmenty „Poza porządek” Jordana Petersona
____
Zjeść ciastko i mieć ciastko
Ludzie potrzebują sensu w życiu, ale równocześnie problemy domagają się rozwiązań – po prostu. Z psychologicznego punktu widzenia niezwykle pożyteczne jest znalezienie czegoś co wiele dla nas znaczy – czegoś, czemu warto byłoby się poświęcić, do czego warto dążyć, stawiając temu czoła. Cierpienie i okrucieństwo, nierozerwalnie związane z samym życiem, są jak najbardziej realne oraz mają równie rzeczywiste konsekwencje, lecz nie mniej prawdziwa jest nasz zdolność do rozwiązywania problemów poprzez konfrontowanie się z nimi. Biorąc na siebie odpowiedzialność, możemy odnaleźć ścieżkę pełną sensu, poprawić naszą własną kondycję psychiczną, a przy tym ulepszać te aspekty świata, które ewidentnie wymagają poprawy. Wtedy można jednocześnie zjeść ciastko i mieć ciastko.
[…]
Obierz jakiś cel. Dąż do czegoś. Bądź zdyscyplinowany. Albo, jak wolisz, poniesiesz konsekwencje bycia wiecznym, niezdyscyplinowanym dzieckiem, pozbawionym aspiracji. O jakich konsekwencjach mowa? O życiu wypełnionym bólem i do cna odartym z sensu. Czy istnieje lepszy opis piekła?
[…]
Czy to, czego się podejmujesz, popycha cię naprzód, nie wywołując uczucia obezwładniającego strachu? Czy wzbudza to twoje zainteresowanie, nie przytłaczając cię przy tym? Czy sprawia, że zapominasz o upływie czasu? Czy służy to tym, których kochasz, a przy okazji przynosi też być może odrobinę dobrego twoim wrogom? Na tym polega odpowiedzialność. Powstrzymaj zło. Zmniejsz cierpienie. Konfrontuj ukazujące się w każdej sekundzie twojego życia możliwości z pragnieniem dokonania zmiany na lepsze, nie bacząc na ciężar, jaki już dźwigasz i nie zważając na często arbitralne, niesprawiedliwe, a nawet okrutne kaprysy losu.
fragmenty „Poza porządek” J. Petersona
_____
Nadopiekuńczość
[Rodzice] pragną bowiem chronić swoją […] ukochaną córkę, izolując ją od negatywnego oblicza świata – zamiast szukać sposobu, jak wyposażyć ją w siłę i mądrość, które pozwoliłyby jej samej się przed nim bronić. […]
Nadmiernie strzegąc młodych ludzi, doprowadzamy ich do zguby. Nie zapraszamy Złej Królowej, nawet na krótkie odwiedziny. Co poczną nasze dzieci, gdy w przyszłości zjawi się ona w całej swej okazałości, gdy nadejdzie z pełną mocą? Co zrobią, skoro będą na taką konfrontację zupełnie nieprzygotowane? Zechcą wyprzeć się życia. Zatęsknią za błogostanem dziecięcej nieświadomości. Ale to nie wszystko. Chowając nasze dzieci pod kloszem, sami stajemy się dokładnie tym, przed czym usiłujemy je ocalić. Pozbawiając je tak potrzebnych przygód młodości, osłabiamy ich charakter. Wtedy to my okazujemy się czynnikiem niszczącym – dokładnie tą samą wiedźmą, która pożera ich autonomiczną świadomość.
cytat z: Jordan Peterson – Poza porządek
___
Wyobraź sobie, że jedziesz autostradą i nagle zapala ci się lampka „rezerwy” paliwa mówiąca, ze zostało ci maksymalnie 20% baku. Czy zaczynasz jechać ostrożnie, jednostajnie i ekonomicznie by na resztce baku dojechać do celu czy może zaczynasz ścigać się po autostradzie, co chwile rozpędzając się do 200-250 na godzinę by za chwile ostro hamować do 90 na godzinę i tak w kółko (bo przecież są co chwile stacje benzynowe, a autostrada jest po to żeby poszaleć)? Mam nadzieje, że rozumiecie aluzje.
____
fragmenty „Rodzinnego poradnika cukrzycowego”, które uwypuklają pewne kwestie, o których dr Bernstein w swojej książce nie mówi, a które są istotne.
Wymuszanie słodyczy
Dobrze znam to nie tylko ja, ale chyba każdy rodzic cukrzycowy. Starcia o słodycze to klasyka niemal w każdym domu, również tam, gdzie są zupełnie zdrowe dzieci. […]
Mały diabetyk może […] sprytnie manipulować i podejmować próby wymuszenia słodyczy […]. Ważne jest, żeby nie traktować słodyczy jako czegoś wyjątkowego, nie szantażować nimi dziecka i nie stosować umów z dzieckiem, w których nagrodą jest ulubiona czekoladka czy batonik. […] Czekolady i batony są często przedmiotem szantażu emocjonalnego. Jeśli dziecko wie, że się złamiesz, z premedytacją nie doje obiadu. Może też, nieświadome konsekwencji zdrowotnych, czekać, aż cukier spadnie na tyle nisko, że ze strachu ulegniesz i podasz lizaka zamiast zaplanowanej zdrowej przekąski. Do tych działań są zdolne kilkuletnie dzieci. Kiedy wiedzą, jak boimy się spadku cukry, mogą stosować różne metody, by osiągnąć swój cel.
[…] Jeśli […] się poddasz i dasz słodycze wtedy, gdy dziecko je wymusza, miej świadomość, że taka sytuacja będzie się powtarzać regularnie. W naszym przypadku pomogło poinformowanie dziecka, że jeśli z premedytacją nie zje posiłku, to nie dostanie słodyczy, o które walczył. Gdy cukier zacznie spadać, dostanie glukozę rozpuszczoną w wodzie. A jeśli to nie pomoże i cukier nadal będzie spadał, bo nie wypije glukozy, sytuacja będzie na tyle poważna, że podamy glukagon lub wezwiemy pogotowie.
____
Jak wiecie, jestem w trakcie lektury książki „Rodzinny poradnik cukrzycowy”. Jest bardzo nierówna, tak jakby była pisana przez parę różnych osób – przez autorkę, przez dietetyka piramidowego, przez akwizytora pomp insulinowych, przez lekarza-teoretyka. Wyskubuje z niej fragmenty, które wydaje mi się, że są na pewno napisane przez autorkę i co ciekawe, jej obserwacje i przemyślenia pokrywają się z tym, do czego zachęca dr Bernstein. Posłuchajcie tego:
Trudno jest też odmawiać dziecku zaspokojenia jednej z jego podstawowych potrzeb – jedzenia. Nie zawsze będzie mogło zjeść to, na co akurat przyjdzie mu ochota. Trzeba będzie odstawić słodycze, planować posiłki i ich wielkość oraz w lwiej części odstawić napoje słodzone cukrem. Jest to trudne, bo przecież do tej pory nie było w rodzinie limitów żywieniowych, a ono mogło jeść to, co chciało i kiedy chciało, prawda? I chociaż wszyscy wiemy, że tak nie powinno być, bo regularne, zdrowe odżywianie zapewnia dziecku odpowiedni rozwój i dobre samopoczucie, z jedzeniem u zdrowych kilkulatków bywa różnie. Cukrzyca jest jedną z tych chorób, która wprowadza pewien rygor w żywieniu, a ponieważ nam zależy na tym, aby cukry były wyrównane, poddajemy się właściwym zasadom żywieniowym. Z czasem docenisz to i dostrzeżesz zalety, jakie niesie planowanie posiłków i regularny tryb życia dziecka. […] Niezależnie od wieku dziecka, każde od samego początku musi przyjąć do wiadomości, że pewne zakazy i zmiany są chwilowe, jak na przykład zakaz jedzenia słodyczy […], który wynika z konieczności ustabilizowania cukrów i dobrania odpowiednich dawek insuliny. Tak naprawdę nie wiem, co jest trudniejsze dla dziecka do zaakceptowania – fakt ograniczenia słodyczy czy konieczność codziennych zastrzyków. I chociaż słodycze prędzej lub później pojawiają się w diecie, konieczność podawania insuliny zostanie z nim na zawsze.[…]
Wielu rodziców poznaje zupełnie nowe produkty, uczy się zasad zdrowego odżywiania, które czasami są trudne do przyjęcia, zwłaszcza przez małego buntownika, który nigdy dotąd nie jadł warzyw. Nie jadł, bo nie musiał, czy nie jadł, bo w rodzinie nie było zwyczaju jedzenia warzyw? Wszyscy mamy ten sam problem z dziećmi, które najchętniej jadłyby, co chcą i kiedy chcą. […] Razem z dzieckiem (czasem nawet bardziej niż ono) rozpaczasz, że utraciło możliwość jedzenia tego, czego chce i kiedy chce. Nie zastanawiasz się nad tym, że przecież zmiany, które wprowadzacie w menu są… dobre! To najlepsze, co możesz dziecku dać. W takich sytuacjach zastanawiam się, co jest większą tragedią – to, że dziecko nie zje 3 ulubionych deserków z czekoladą w ciągu dnia, czy to, że do tej pory nie jadło żadnych warzyw, a my przymykaliśmy oko? […] Często pada stwierdzenie: „Skoro nie mogę buły z kremem czekoladowym i soczku, to nie będę nic jeść ani pić!”. […]
[…] Uświadomiłam sobie, że z głodu dziecko zje wszystko bez wybrzydzania. Jeszcze tego samego dnia chodziliśmy od łóżka do łóżka, a syn patrzył, co jedzą inne dzieci. Spróbował papryki, pokochał smak ogórków kiszonych […].
Uwierz mi, że rewolucyjne zmiany w żywieniu (a przeszłam ich dwie!) są możliwe do zorganizowania, a także do zaakeceptowania przez dziecko. Stosowane konsekwentnie dają wiele korzyści i otwierają całą rodzinę na nowe smaki. Musicie jedynie wspólnie podjąć decyzję, że zmieniacie podejście do kuchni i jedzenia. […] Dziecku znacznie łatwiej jest zaakceptować zmiany żywieniowe, które dotyczą całej rodziny, a nie tylko jego. Nie ma powodu, by stygmatyzować dziecko z cukrzycą samotnym zjadaniem […] posiłków, podczas gdy ono dobrze wie, że w ukryciu podjadacie i łakocie, i jedzenie, które dla niego oznaczyliście jako zakazane. […]
Jako rodzice mamy jednak ogromny wpływ na to, jakie jedzenie i produkty znajdą się w naszych domach. I jakie będzie podejście do jedzenia – ma wam pomóc w zdrowym i długim życiu czy służyć zaspokajaniu żądzy i powodować poczucie straty, kiedy okaże się, że glikemia dziecka po zjedzeniu hamburgera czy płatków z mlekiem okaże się niezgodna z waszymi oczekiwaniami? Może zamiast uparcie eksperymentować na swoim dziecku i szukać idealnej dawki insuliny warto sobie tego hamburgera czy płatki z mlekiem odpuścić? A może przygotować własną, domową wersję ulubionego fast fooda?
Bardzo często słyszę od rodziców cukrzycowych: „Moje dziecko jest chore, cukrzyca tyle mu zabrała, dlaczego mam mu jeszcze ograniczać słodycze, jeśli po niektórych ma dobry poziom cukru!” albo „Nie da się zrobić tak, żeby nie było w domu słodyczy”. Rozwiewam te wątpliwości w sposób nieco brutalny: da się zrobić tak, żeby w domu nie było zapasów słodyczy […] Są one przecież najczęstszą przyczyną tego, że dziecko jest określone jako niejadek. Przecież czekoladowe jajko czy słodka kanapka się nie liczy, prawda? Bo to nie posiłek… […] Analizując ten problem, zadałam sobie pytania: „Tobie zależy na słodyczach czy dziecku? Komu bardziej? Czy chcesz dobrej zmiany?”. […] Pewnie pomyślisz: „Łatwo powiedzieć…”, ale wprowadzić w życie zasady jest bardzo łatwo – trzeba tylko podjąć decyzję i się jej trzymać. Nie odpuszczać dla świętego spokoju. Nie myśleć, że w ten sposób krzywdzisz dziecko.
____
Jak wiecie, jestem w trakcie lektury książki „Rodzinny poradnik cukrzycowy”. Co chwilę napotykam w tej książce na stwierdzenia, które wprawiają mnie co najmniej w zdumienie. Postanowiłem pocytować tu trochę fragmentów, by popytać was o wasze przemyślenia z nimi związane. Nie mam dzieci, więc mam na względzie to, że moje komentarze będą rodziców dzieci śmieszyć.
Nie lubię schematów ani popadania w rutynę. Zanim syn zachorował, żyliśmy bardzo spontanicznie i bez tworzenia planów na dziś, jutro czy kolejny tydzień. Już w szpitalu zderzyłam się z rygorem i schematami. […]
Przestało mi się to podobać, kiedy wróciliśmy do domu. […] Miałam wrażenie, że wiecznie albo przygotowuję i odważam, podaje posiłek, albo już planuję, co trzeba zjeść za trzy godziny. […] Dzisiaj mogę napisać, że opieranie dnia na schematach jest możliwe. Nawet przez bardzo długi czas może dawać poczucie bezpieczeństwa. Długofalowo jest jednak niewygodne i dobrze działa na dziecko i nas samych tylko do pewnego czasu. […]
Odtwarzanie codziennie tego samego schematu z podobnymi posiłkami i rozterkami nie jest dobre dla naszej psychiki. Uniemożliwia też przejście na etap wyżej i pogodzenie się z cukrzycą, przełamanie lęku przed wprowadzaniem nowych produktów i sytuacji do waszego życia. […]
Ponieważ dzieciom poczucie komfortu daje to, co dobrze im znane, również do zmian na talerzu będą podchodziły nieufnie. […]
Wszystko zależy od tego, jaki tryb życia prowadzicie. […] Żywienie musisz zaplanować tak, by dziecko nie chciało dojadać, ale też nie odczuwało dyskomfortu z powodu ograniczeń. […]
Wiem też, jak bardzo nieprzewidywalne pod względem jedzenia mogą być dzieci. Często słyszę, że kilkulatek je wyłącznie chleb z masłem i ziemniaki albo urządza sobie maraton, jedząc tę samą zupę tygodniami. Mnie też zdarzyło się gotować pomidorową 5 tygodni rzędu, potem przeszliśmy jedzenie rosołu, w końcu przez kilka tygodni jedliśmy zupę ogórkową. Syn jadł ją na śniadanie, obiad i kolację. […]
Biorąc przykład innych, lepiej zorganizowanych rodziców, zaczęłam planować posiłki. […]
Kiedy już rodzic opanuje cukrzycę u dziecka, obserwuje, że zjedzenie śniadania i podanie odpowiedniej dawki insuliny przekłada się na dzień z prawidłowym i bardziej stabilnym poziomem glikemii. Odkrywa też, że nie każdy produkt jest dobrym wyborem na pierwszy posiłek w ciągu dnia, a tym samym eliminuje niektóre produkty, takie jak mleko, płatki kukurydziane, owoce czy naleśniki. […]
Moje trzy grosze: książka „Rodzinny poradnik cukrzycowy” jest bardzo nierówna, tak jakby była pisana przez parę różnych osób – przez autorkę, przez dietetyka piramidowego, przez akwizytora pomp insulinowych, przez lekarza-teoretyka. Autorka w wielu miejscach sama sobie przeczy – raz pisze, że cukrzyk może pić mleko, a za chwilę, że u nich się to nie sprawdza i musieli mleko odstawić (tak jakby niektóre fragmenty musiały tam być „dla sponsora”, a niektóre „dla sumienia”). To musi powodować w niewyrobionym rodzicu-czytelniku kompletne skołowanie. W każdym razie, wyskubuje z tej książki fragmenty-rodzynki, które wydaje mi się, że są na pewno napisane przez autorkę – te obserwacje i przemyślenia, które de facto pokrywają się z tym, do czego zachęca dr Bernstein.
____
Jak wiecie, jestem w trakcie lektury książki „Rodzinny poradnik cukrzycowy”. Co chwilę napotykam w tej książce na stwierdzenia, które wprawiają mnie co najmniej w zdumienie. Postanowiłem pocytować tu trochę fragmentów, by popytać was o wasze przemyślenia z nimi związane. Nie mam dzieci, więc mam na względzie to, że moje komentarze będą rodziców dzieci śmieszyć.
Jako rodzice stoimy nie tyko na straży cukrów naszych dzieci. Jesteśmy przede wszystkim strażnikami ich dzieciństwa, które powinno być beztroskie.
Mi się zawsze wydawało, że rodzice są przede wszystkim przewodnikami dzieci w drodze ku dorosłości a nie strażnikami ich dzieciństwa. Jeśli ktoś jest strażnikiem dzieciństwa, to stara się za wszelką cenę zapobiec dojrzewaniu i dorosłości swojego dziecka. Tak to rozumiem. Kiepska perspektywa dla takiego dziecka…
___
Fragment książki „Rodzinny poradnik cukrzycowy”, pod którą podpisała się profesor Chobot, wydanej przez PZWL. Od siebie dodam, że im więcej węglowodanów spożywa cukrzyk insulinozależny, tym więcej insuliny musi sobie wstrzykiwać. Im więcej insuliny sobie wstrzykuje, tym większe ryzyko wystąpienia ciężkiej hipoglikemii. Zasada Małych Dawek dr Bernsteina mówi – im mniej insuliny, tym mniejsze ryzyko wystąpienia hipoglikemii i tym łagodniejsza i łatwiejsza w skorygowaniu ona jest. Prowadząc swoją cukrzycę według protokołu dr Bernsteina cukrzyk osiąga normoglikemię rozumianą jako cukry z zakresie 70-120 mg/dl (hba1c do 5%) i łagodne niedocukrzenia rzędu 65 mg/dl nie powodują trwałych zaburzeń neurologicznych i upośledzenia funkcji poznawczych. Wspomniane zaburzenia i upośledzenia są natomiast skutkami ubocznymi przewlekłej HIPERGLIKEMII i na to współczesna diabetologia ma mnóstwo dowodów w postaci badań naukowych. Wystarczy pobieżna lektura portalu diabetes.
___
·
Grono odbiorców: Publiczne
To zdjęcie przedstawia dobitnie czym jest mantra powtarzana przez diabetologów i pacjentów „w cukrzycy typu 1 można jeść wszystko, wystarczy tylko odpowiednio dostosować dawkę insuliny”. Ta formułka daje przyzwolenie pacjentom na trwanie w nałogu i skazuje ich na wszelkiej maści powikłania. Ta formułka daje im rozgrzeszenie, choć jest to ostatnia rzecz, jakiej potrzebują. Ta formułka zmywa z diabetologa jakakolwiek odpowiedzialność za dobrostan pacjenta. Ta formułka generuje przychody i zyski o jakich nikomu z nas biednych cukrzyków nawet się nie śniło. To jest głos wołającego na pustyni a to, że mam rację nikogo nie interesuje, najmniej tych, dla których rzeczywiste zainteresowanie byłoby w ich żywotnym interesie. Polecam lekturę mojej książki Rób to, co działa jako przeciwwagę. Póki co, to jedyny głos sprzeciwu, to jedyna taka pozycja w ogóle, która stawia niewygodne pytania i udziela jeszcze bardziej niewygodnych odpowiedzi. Jeśli się w nich mylę, pokażcie w którym miejscu i wytłumaczcie dlaczego. To jak, wyzwanie przyjęte?
___
Licencja na zabi… zaufanie
Zarzuca się mi wiedzenie na manowce cukrzyków typu pierwszego i ich rodzin ponieważ pokazuję „niecertyfikowana” metodę osiągania całodobowej normoglikemii. Zamiast niej oferuje się pacjentom raz na rok lub dwa lata pięciominutowe wizyty lekarskie podczas których albo raczej w wyniku których pacjent ma całkowicie zawierzyć swoim życiem i zdrowiem poradom wykwalifikowanego lekarza. I z tego co mi wiadomo, każdy świeżo zdiagnozowany pacjent i członkowie jego rodziny czy bliscy daje niezbędny kredyt zaufania i przestrzega zaleceń. Jednakże, jest wielu pacjentów, Którzy dość szybko są efektami takich zaleceń delikatnie mówiąc rozczarowani.Co więcej, pod wpływem doświadczeń w stosowaniu tych zaleceń tracą zaufanie i resztki naiwności w stosunku do systemu opieki zdrowotnej jako całości, nie tylko tego konkretnego lekarza, któremu zaufali swoim lub swoich podopiecznych życiem i zdrowiem. Trudno się im nie dziwić, jeśli znalazłszy lepszą, skuteczniejszą  metodę i osiągając o wiele bardziej zadowalające wyniki są piętnowani za bycie odpowiedzialnymi, troskliwymi, przewidującymi osobami.
Wypisuję tu i nawołuję do dążenia do doskonałości jaką jest normoglikemia u osoby chorej na cukrzyce. Doskonałości jaką bez wysiłku osiąga każdy zdrowy organizm przy pomocy automatycznej harmonii hormonów. Jedyną mozliwoscia by ów doskonałość u osoby chorej osiągnąć jest zastosowanie wiedzy o ludzkim ciele, jego mechanizmach i fizjologii żywienia. Jest moim zdaniem skrajną naiwnością wiara w to, że przy pomocy tylko li zewnętrznie wstrzykiwanych dawek jednego hormonu można taką doskonałą harmonię z powrotem osiągnąć. Szczególnie w obecnej sytuacji, kiedy praktycznie każdy cukrzyk ma możliwość sprawdzenia odpowiedzi metabolicznych swojego organizmu przy pomocy sensorów ciągłego monitorowania glikemii.
Cieszę się, że mogę być waszym przewodnikiem po protokole dr Bernsteina. Jak każdy przewodnik, pokazuję, którędy warto iść, ale za nikogo tej drogi nie pokonam. Mam świadomość, że osób ściśle przestrzegających zaleceń dr Bernsteina jest tak naprawdę garstka i nie mam absolutnie o to do nikogo pretensji – dążymy do doskonałości, by móc sięgać gwiazd. To jest proces a życie jest życiem i zawsze coś się „krzaczy”, tzn. rzadko jest idealnie. Każdy szuka takiego złotego środka, na jaki jest w stanie się zgodzić. Nie zmienia to faktu, że traktuje ludzi mnie słuchających i czytających poważnie, a nie jak pół-idiotów, którzy nie są w stanie zrozumieć nic poza komunikatem „policz wymienniki i podaj insulinę”. Wiem, że się ze mną w pewnych kwestiach nie zgadzacie i to też jest okej, bo to wy znacie siebie i swoich bliskich sytuacje najlepiej. Uważam, że kogoś, kto jest całkowicie przekonany o słuszności swojego postępowania, nie można wpędzić w poczucie winy. Lekarze są tu dobrym przykładem.
Żaden lekarz nie może mieć do nas pretensji, że robimy to, co działa, a nie to co teoretycznie według tego czego go/ją nauczono na studiach powinno działać. Powtórzę jeszcze raz – jako pacjenci-cukrzycy powierzamy/zawierzamy swoje zdrowie i życie lekarzom. Za ich ewentualne błędy płacimy zdrowiem i życiem, więc kredyt zaufania dajemy tylko raz.
___
Posłuchajcie co mówi psycholog, ks. Dziewiecki na temat uzależnień:
Istnieją uzależnienia chemiczne i tzw. behawioralne czyli od natrętnych czynności, czyli prościej uzależnienia od substancji i od zachowań. Dlaczego niektórzy się uzależniają od substancji? Dlaczego się nimi odurzają? Ponieważ te substancję mają niewzykłą władzę poprawiania nam nastroju – natychmiast, na chwilę i sztucznie, nawet prowadzą do haju – bez naszego wysiłku. Nie trzeba nic zmieniać w życiu, mogę dalej być prymitywny, leniwy, wszystko zaniedbywać, mieć chore, toksyczne więzi i w parę czy paręnaście sekund, czy parę minut mogę zapomnieć o wszystkim i być „szczęśliwy”. Mogę uciec od bólu, a nawet poczuć „radość”, czy wręcz uniesienie. Co z tego, że na chwilę i sztucznie – subiektywnie to działa. Zdrowy człowiek takiej władzy nie ma – nie może sobie nakazać kiedy jest załamany, żeby być radosnym, czy wręcz uniesionym. Mogę sobie nakazywać, ale i tak będę załamany. Te substancje, natomiast, mają taką moc – to jest magia. Dla człowieka załamanego, zagubionego, bezradnego, zawstydzonego, przerażonego, zakompleksiałego, czy z ogromnym poczuciem winy kontakt z substancją, która natychmiast daje ulgę bez żadnego wysiłku to jest magiczna atrakcja. Dla ludzi szczęśliwych te substancje w ogóle nie mają znaczenia. Człowiek szczęśliwy nie potrzebuje substancji, które go odciągają od życia. Przeciwnie, chce być bardzo w życiu, bo to życie, a nie substancja, go wciąga.
Druga grupa to są uzależnienia od natrętnych czynności (setki form np: od hazardu, pornografii, pracy, zakupów, kredytów, komputera, stron mediów społecznościowych, od lajków, smsów, władzy, pieniędzy, kariery, uznania w oczach innych, statusu społecznego, kosmetyków, kredytów, lenistwa, obżarstwa, lęku przed jedzeniem).
Ostatecznie, każde uzależnienie jest uzależnieniem od przyjemności. Za każdą cenę, nawet zdrowia czy śmerci. Najwyższą wartością stała się chwilowa przyjemność.
Co się dzieje z człowiekiem wchodzącym w uzależnienia?
- Ślepe zakochanie w czymś co mnie zabija (zabija na raty). Dla osoby uzależnionej “obiekt” uzależnienia jest wszystkim – nikt i nic innego się nie liczy.
- Nałogowe oszukiwanie samego siebie. Osoba uzależniona jest święcie przekonana w to, że nie jest uzależniona. Próba rozmowy z uzależnionym o jej/jego uzależnieniu jest bez sensu.
- Genialne manipulowanie bliskimi, by nie przeszkadzać jej/mu w trwaniu w uzależnieniu, na wszystkie możliwe sposoby: kłamstwa, przemoc (słowna, fizyczna), szantaż, udawanie pokory.
- Nie reaguje na okazywaną mu/jej miłość i nie reaguje na cierpienie, które zsyła kochającym go osobom.
Jak pomóc osobie uzależnionej? Na zasadzie bardzo twardej miłości. Uzależnionego kochamy nie przeszkadzając mu/jej cierpieć. Stosujemy zasadę: ty trwasz w nałogu, ty cierpisz. Uzależniony będzie robił wszystko, żebyśmy to my cierpieli. Uzależniony musi wycierpieć wszystkie konsekwencje trwania w nałogu. Tylko kiedy uzależniony zacznie straszliwie cierpieć będzie w stanie zerwać z uzależnieniem. Dopiero wtedy przestanie się opłacać trwanie w nałogu. Uzależniony jest wrażliwy tylko na jedno – własne cierpienie.
Każdy człowiek w glębokim kryzysie nie chce być kochany. Kochani chcą być tylko ci, którzy kochają. Ci, którzy nie kochają, nie chcą być kochani – i o tym nie wiedzą. Oni myślą, że chcą być kochani, ale tak naprawdę nie chcą od nas miłości, chcą naszej naiwności, potulności, chcą nas bić i żebyśmy się nie bronili, chcą nas okradać, wyszydzać, poniżać, chcą naszych pieniędzy, żebyśmy spłacali ich długi, chcą nas odizolować, żeby jeszcze lepiej nami manipulować i nas oszukiwać, chcą naszej bezradności, chcą być rozpieszczani, chcą, żebyśmy za nich ponosili konsekwencje ich straszliwych błędów, chcą żyć naszym kosztem i nas zadręczyć. Tego chcą, ale nie chcą być kochani. Im bardziej dojrzale będziemy kochać naszych bliskich uzależnionych, tym bardziej będą krzyczeć że ich nie kochamy. Nie dyskutuj, rób swoje. Uzależnienia są chorobą śmiertelną. Jeśli ktoś umrze na skutek uzależnienia, to choroba dobiegła kresu. Każde uzależnienie jest chorobą śmiertelną.
Źródło: https://youtu.be/1_OXadLMLcw?si=OT3xNTDVbOwamenb
___
Moje prywatne stanowisko w sprawie pomp zmienia się z każdą kolejną rozmową z osobą korzystajaca z pompy i osiągająca normoglikemie. Widzę, ze się da. Na jak długo, nie wiem, ale nie da się ukryć, ze Technologia jest nam w stanie bardzo pomoc. Nie zmienia to faktu, ze pompa za nas nie je ani nie myśli, wiec wciąż kontrola cukrzycowa zależy przede wszystkim od nas samych. Tutaj macie wpisy o pompach, które do tej pory zamieszczałem. Stanowisko Dr Bernsteina jest jasne – rob to co działa, a z jego doświadczenia klinicznego, ludzie na pompach którzy do niego przychodzą po pomoc nie mają jakiejkolwiek kontroli nad swoją chorobą.
Rozmowa z Gosią:
https://www.facebook.com/groups/sposob.na.cukrzyce/permalink/4488107421402081
Mario Brochu:
https://www.facebook.com/groups/sposob.na.cukrzyce/permalink/4278312202381605
Wpis Denisa:
https://www.facebook.com/groups/sposob.na.cukrzyce/permalink/4168322550047238
Anonim:
https://www.facebook.com/groups/sposob.na.cukrzyce/permalink/4484722258407264
Stanowisko Dr Bernsteina
https://www.facebook.com/groups/sposob.na.cukrzyce/permalink/3979742272238601
Problemy z pompami:
https://www.facebook.com/groups/sposob.na.cukrzyce/permalink/3958412344371594
Oraz
https://www.facebook.com/groups/sposob.na.cukrzyce/permalink/4100378153508345
Moje trzy grosze w dyskusji pompa czy peny:
https://www.facebook.com/groups/sposob.na.cukrzyce/permalink/4276455815900577
Dyskusja o pompach:
https://www.facebook.com/groups/sposob.na.cukrzyce/permalink/4046692468876914
___
Moja przygoda z endokrynologią zaczęła się od tego wykładu. Profesor Lustig w wybitnej formie. Nie pamietam ile razy oglądałem ten wykład ale jak już „siadło” to „nic nie było takie, jak przedtem”. Polecam zapiąć pasy
___
Sprawdzony sposób na obniżenie poziomu kortyzolu i podniesienie poziomu oksytocyny.
Pacjent staje naprzeciw drugiej (najlepiej bliskiej mu/jej) osoby, otwiera ramiona, obejmuje stojącą naprzeciwko osobę, pozostaje w uścisku przez co najmniej 6 sekund. Podczas wykonywania ćwiczenia zaleca się jednocześnie głęboki oddech. Najlepsze rezultaty daje częste powtarzanie tego ćwiczenia w ciągu dnia.
Prof. dr hab. Andrzej Falkowicz, dyrektor szpitala w Leśnej Górze
____
http://www.diabetologiaonline.pl/…/abc_psychologii_cz1.jpg
____
Można Pięknie Żyć z Normoglikemią
Wczoraj był piękny dzień (29.10.2023). Jestem przekonany, że każdy z uczestników wczorajszego wydarzenia w Londynie wziął sobie z niego coś, co było mu potrzebne do wzrostu, rozwoju, czy jakkolwiek inaczej to nazwiecie.
Jestem dziwną kombinacją wizjonera (coach „do it now!” ze skeczu Paczesia) i fatalisty (szklanka może i jest w połowie pełna, ale zaraz ktoś ją strąci, a w ogóle to piwo mi nie smakuje, jakieś takie nijakie… – ogólnie smerf maruda) ale kiedy trafiam na energię podobną do mojej, to ładuję akumulatory. I tak było wczoraj.
Po warsztatach, w drodze do pubu Mateusz zapytał skąd u mnie wciąż tyle „niechęci” do lekarzy, bo czuć było w moim wystąpieniu, że mam jakąś zadrę. Podchwyciłem to pytanie i zacząłem się nad nim zastanawiać. Pół żartem, pół serio odparłem, że ma rację, że przecież to jest wina systemu – że lekarze robią tylko to, co im każą (każdy rozumie aluzję). Ale dziś głębiej to przeanalizowałem. Myślę, że być może po części jestem głosem innych osób, które również, tak jak ja doznały ze strony systemu niezrozumienia, nie zostały wysłuchane, nie zostały potraktowane z szacunkiem, może nawet zostały upokorzone. Czy warto jednak pielęgnować w sobie urazę? Myślę, że nie warto. Odpuszczam, Mateusz ma rację. Lepiej ładować akumulatory niż tracić energię na bzdury, bo ta energia jest potrzebna nie tylko nam. Po imprezie rozmawiałem dłuższą chwilę z Panią Moniką, mamą cukrzyka typu 1. To jest to, co chcę robić do końca, to jest to, co mnie nakręca – praca od podstaw u podstaw z osobami, które chcą coś zmienić, które chcą pięknie żyć z normoglikemią. Praktycznie codziennie w prywatnych wiadomościach dostaje plaskie linie cgm od innych matek mlodych ct1 i ct2. Nikt sie nie chce chwalic publicznie, moze nie chce zapeszyc, moze sie boi „fejsbukowej zyczliwosci”. Nieistotne. Istotne jest to, ze metoda Bernsteina daje efekty (normoglikemię) i daje nadzieję, że Można Pięknie Żyć.
#moznapiekniezyc #braciarodzen #klubbialegoorla #londyn #normoglikemia #warsztaty #cukrzyca #dajmikrofon
__
Jest taka grupa leków – agoniści receptora GLP-1. Bardzo modna, szczególnie wśród osób, które chcą szybko schudnąć – nie ważne jakim kosztem. Popuśćmy więc wodzę fantazji – w oparciu o to, co wiemy o ludzkiej fizjologii oraz działaniu tych leków rozwiążmy następującą łamigłówkę. Jest to czysto hipotetyczny scenariusz – studium przypadku.
Mamy żonę bogatego męża, która boryka się z nadwagą i metoda ograniczenia kalorii i zwiększenia ruchu niestety spełzła na niczym, ponieważ uczucie głodu i uzależnienie od szybkowchłanialnych, wysokoprzetworzonych węglowodanów jest silniejsze (ktoś ma podobne doświadczenia?). Metoda szerokorozumianego „keto” została przez lekarza wyperswadowana pacjentce jako niebezpieczna dla zdrowia i życia, ALE jest magiczny lek, który pozwoli szybko schudnąć. Pani jest zdesperowana, więc zastrzyki/tabletki jej nie straszne. Pokojówka zaczyna niepokoić się o pracodawczynię, bo w bardzo krótkim okresie bardzo mocno schudła. Codziennie znajduje puste puszki po Coca-Coli. Znalazła w śmieciach już drugi raz puste opakowanie po metoklopramidzie. Co tam się mogło stać?
Czysto hipotetycznie – bo ja nie jestem lekarzem, więc to jest tylko taka rozrywka intelektualna:
- Jedną z podstawowych efektów ubocznych agonisty receptora GLP-1 jest opóźnione opróżnianie żołądka, czyli gastropareza. W łagodnym stadium objawia się nudnościami, w bardziej zaawansowanym wymiotami, biegunką, bólami brzucha i zaparciami.
- Głównymi wskazaniami do stosowania metoklopramidu u dorosłych są: zapobieganie opóźnionym wymiotom i nudnościom podczas chemioterapii oraz radioterapii; zapobieganie nudnościom i wymiotom po zabiegach chirurgicznych prowadzonych przy pełnej sedacji; leczenie objawowe ostrej i nawrotowej gastroparezy cukrzycowej.
- U osób zdrowych stosowanie agonisty receptora GLP-1 raczej nie wywołuje hipoglikemii, ale już u osób stosujących dodatkowo metforminę – jak najbardziej. Poza tym, nie wiemy, jakie dawki leku „na chudnięcie” ta osoba przyjmuje.
- Dodatkowo wiemy, że ta grupa leków może powodować zapalenie trzustki oraz wzrost komórek i guzy przedrakowe trzustki (wszystko to może skutkować ogromnymi wyrzutami insuliny i bólami brzucha)
- Wiemy, że cukrzykom lekarze z reguły zalecają Coca-Cola do radzenia sobie z hipoglikemią.
W każdym razie – efekt został osiągnięty, pani schudła. Dodajmy tylko na koniec w formie pointy, że pikanterii całemu temu przypadkowi na pewno dodałby fakt, gdyby w rodzinie rzeczonej pani był onkolog.
__Ludzie nie mają wrodzonych umiejętności samoregulacji i samokontroli. Mają one absolutnie kluczowe znaczenie, ale trzeba się ich nauczyć. Szczęśliwcom udaje się to już w dzieciństwie, a dzieje się to następująco:
Kiedy mama woła cię do domu na obiad lub dlatego, że pora iść spać, więc musisz przerwać zabawę z dziećmi z sąsiedztwa, uczy cię ważnej umiejętności – że pewne rzeczy muszą być zrobione, nawet jeśli nie masz na to ochoty.
Kiedy tata każe ci, jak co tydzień, skosić trawnik, a następnie ciepło, z miłością, ale stanowczo sprawdza, czy praca jest robiona, uczy cię, jak zmuszać się do robienia czegoś, czego robić się nie chce, oraz jaka za to czeka nagroda.
Kiedy rodzice sprawdzają, czy myjesz zęby dwa razy dziennie, nie zgadzają się na deser, pilnują, by codziennie zaraz po szkole przynajmniej godzina była poświęcona na odrabianie lekcji, ponieważ ostatnio miałeś z nimi problemy, kiedy kochają cię ponad wszystko, ale ta godzina zostaje wyznaczona na wcześniejszą porę, co jest konsekwencją lekkomyślnie złamanej zasady – wszystkie te działania i reakcje zakorzeniają się w tobie.
W ten sposób przyswajasz nie tylko umiejętność przymuszania się do zrobienia rzeczy oraz powstrzymywania się przed robieniem innych, ale (przyswajasz) również głos rodziców, który z upływem czasu staje się twoim głosem.
cytat z książki „Wypełnić pustkę” Jonice Webb i Christine Musello
_
Poświęcenie czegoś cennego zapewnia pomyślność w przyszłości
Przez dokonywanie poświęceń nasi przodkowie zaczęli wdrażać w życie koncept, który można przedstawić następująco: jeśli poświęci się coś wartościowego teraz, można osiągnąć coś bardziej wartościowego w przyszłości. […] Odkrycie, że gratyfikację można odroczyć, nastąpiło równocześnie z odkryciem idei czasu i – wraz z nią – przyczynowości (a przynajmniej siły będącej przyczyną celowego ludzkiego działania). Dawno temu, gdzieś w odmętach prehistorii, zaczęliśmy sobie uświadamiać, że strukture rzeczywistości umożliwia nam coś na kształt pertraktacji. Nauczyliśmy się , że odpowiednie postępowania w tej chwili, w teraźniejszości – kontrola nad naszymi impulsami, branie pod uwagę sytuacji innych – może przynieść nagrody w przyszłości, w czasie i miejscu, które jeszcze nie istnieją. […]
Uświadomienie sobie, że odkładanie przyjemności na później może być korzystne, nie było procesem ani prostym, ani naturalnym – musiało dokonać się na przekór naszym pradawnym zwierzęcym instynktom, domagającym się niezwłocznej satysfakcji […].
Ludzie przez dziesiątki tysięcy lat przyglądali się jak ci, którzy radzą sobie dobrze, odnoszą sukcesy, a ci, którzy radzą sobie kiepsko, ponoszą porażki. Po przemyśleniach doszli do następującego wniosku: Ci spośród nas, którzy radzą sobie najlepiej, odraczają gratyfikację. Ci spośród nas, którzy radzą sobie najlepiej, negocjują z przyszłością. […] Co odróżnia tych, którzy sobie radzą, od tych którzy sobie nie radzą? Ci pierwsi dokonują poświęceń. […]
Ból i cierpienie definiują świat. Co do tego nie ma wątpliwości. Poświecenia pozwalają ten ból i cierpienie mniej lub bardziej skutecznie odpierać – a większe poświęcenia sprawdzją się w tym lepiej niż mniejsze.
cytaty z książki „12 życiowych zasad” Jordan B. Peterson
___
Żeby była sprawa jasna – nie mam obsolutnie nic przeciwko pielęgniarkom/pielęgniarzom, lekarzom, czy dietetykom (obu płci, proszę nie rozdzierać szat) zatrudnionym w systemie opieki zdrowotnej. Sam spróbuje zostać lekarzem i już po wstępnym rekonansie moj szacunek do tego, przez co musieli przejść, żeby być tam , gdzie są teraz, wzrósł o jakieś 1000% Natomiast, jestem przeciwnikiem osob, które swoją indolencją, ignorancja, brakiem wiedzy lub chęci jej zdobywania, lenistwem, czy brakiem myślenia sabotują proces zdrowienia czy wręcz skracają świadomie bądź nie życie pacjenta. Wg mnie takie postawy trzeba tępić. Jestem tu jak Ignaz Semmelweis, tyle, że moja pozycja startowa jest o wiele gorsza. On był lekarzem, który doszedł do tego, że lekarze nie myjąc rąk sami roznoszą choroby zabijając tym pacjentów. Zdyskredytowano go, by później cichaczem przyznac mu racje. A wystarczyło zacząć myć rece po sekcjach zwłok w prosektoriach. Ale to godzilo w dumę bycia lekarzem. Nie jestem Semmelweis bo nie jestem lekarzem tylko pacjentem, a jak wiemy pacjent gówno wie i ma się słuchać. Dodatkowo istnieje coś takiego jak patent na lek. Życzę wiec sobie i wam, żeby wszyscy producenci insulin stracili swoje patenty jak najszybciej. W końcu Banting przekazał Lilly za dwa dollary recepture wg której wyekstrshowal czysta insulinę.
A tAk na koniec – prawdziwa akcja ze szpitala, opowiedziana mi przez z jedna z mam. Na weekend przy dziecku na oddziale był tato (od poniedziałku do piątku pracuje w delegacji i sobota to był pierwszy jego fizyczny kontakt z dzieckiem po tym jak trafiło z rozpoznaniem ct1 do szpitala. Oczywiście o cukrzycy tato bie ma jeszcze pojęcia). Przez trzy dni lekarze nie byli w stanie dopasować dawek insulin wiec w sobotę przed śniadaniem pielęgniarka się pyta ojca – to ile dziecko ma dostać Tresiby? Jedna, a może dwie jednostki? Kurtyna
_
Aspekty psychologiczne – ciąg dalszy
Kolejnym aspektem emocjonalnym czy psychologicznym, o ktorym nikt nie mowi jest nieprzewidywalnosc i brak powtarzalnosci rezultatow w przypadku stosowania ogolnie przyjetych norm postępowania w cukrzycy typu 1. Jeden dzien jest niepodobny do drugiego, a ciagla walka o utrzymywanie cukrow w ryzach wymecza chorego na dluzsza mete. Zmeczenie choroba powoduje, ze cukrzyk szuka ratunku w poprawiaczach nastroju – najtańszym i najłatwiejszym w dostępności poprawiaczem nastroju jest oczywiscie jedzenie, ktorego cukrzyk typu 1 zadna miara jesc nie powinien – wysokoprzetworzone i/lub szybkowchlanialne węglowodany, bo jego konsumpcja tylko pogarsza glikemie. W przeciwienstwie do standardowego podejscia, protkol dr Bernsteina stawia sobie za cel osiaganie calodobowej normoglikemii poprzez metody zakladajace powtarzalnosc i przewidywalnosc rezultatow. Zasadza sie protokol dr Bernsteina na stosowaniu: diety powodujacej lagodniejszy wplyw na poposilkowe glikemie, insuliny neutralnej ludzkiej, ktorej profil dzialania odpowiada wyrzutowi glukozy po rzeczonych posilkach, oraz szeregowi tzw „sztuczek” czyli empirycznie odkrytych zasad postepowania, ktore w swojej sumie powoduja osiaganie zalozonych sobie celow. Na zrzucie ekranu widzimy jak wyglada wykres dobowy cukrzyka typu 1 stosujacego zalecenia protokolu dr Bernsteina (mój z wczoraj). Nie wrzucam go żeby się chwalić, tylko żeby pokazać, że to jest wykonalne.
_
Osoby twierdzące, że dzieci potrzebują węglowodanów do wzrostu, będę wyrzucał bez ostrzeżenia. Oburzonych zachęcam do pobieżnego przeszukania google pod kątem literatury naukowej opisującej problem niedożywienia i karłowatości dzieci w krajach trzeciego świata. Nieprzekonanym polecam sprawdzić jak ogromne problemy zdrowotne (niedożywienie dzieci na poziomie 40% i cukrzyca typu 2 na poziomie 50% społeczeństwa) ma najbardziej wegetariańskie państwo na świecie – Indie. Ostatnim makroskladnikiem jakiego tym dzieciom brakuje są węglowodany.
_
Wszystkie dzieci nasze są
Rozumiem troskę osób trzecich o dobro dzieci chorych na cukrzycę – jest to wyraz empatii, a szerzej człowieczeństwa. Rozumiem argument, iż nie każdy rodzic jest w stanie zrozumieć zawiłości ludzkiego organizmu. Zdaje sobie sprawę, że można z przeczytanego lub zasłyszanego w internecie komunikatu wciągnąć nieprawidłowe wnioski na podstawie których można podjąć decyzje, które mogą mieć negatywne konsekwencje dla dobrostanu osoby, którą ma się w opiece.
Niemniej…
Oprócz osób zaburzonych i sytuacji patologicznych, żaden rodzic nie chce skrzywdzić swojego dziecka. Żaden rodzic, jeśli widzi po zachowaniu dziecka, że coś niedobrego się dzieje, nie czeka aż dziecko będzie mu się przelewać przez ręce, tylko działa.
Każde dziecko chore na cukrzyce jest pod opieką medyczną i chodzi na kontrole co najmniej co pół roku a w związku z tym ma robione badania kontrolne.
Każdy rodzic ma prawo zadawać pytania co do słuszności i zasadności terapii zleconej przez lekarza by móc podejmować decyzje co do dalszego leczenia dziecka, które ma w swej opiece. To jest niezbywalne prawo i przywilej rodzica. Jeszcze raz podkreślę, że nie zakładam z góry, że mówimy o rodzinie z problemem z uzależnieniem, przemocą, czy innym rodzajem patologii. Jeśli rodzic nie rozumie, co do niego mówi lekarz, to pyta. Jeśli rodzic nie wierzy lekarzowi, bo widzi ze zalecenia lekarza nie przynosza zamierzonych efektow , to konsultuje się z innym lekarzem i/lub zaczyna na własną rękę szukać informacji jak polepszyć stan zdrowia dziecka.
To, że jeden rodzic jest spokojny z tym, że wykres cgm dziecka wygląda jak Tatry nie oznacza, że inny będzie to tolerował. To, że jeden rodzic wstaje o 5.30 rano, żeby przyszykować dziecku z ct1 specjalne posiłki na cały dzień, a inny ma inne priorytety, więc daje dziecku z ct1 do szkoły batona i/lub pieniadze – to tez jest prawo/przywilej rodzica. To, że jeden rodzic nie wierzy, ze jego dziecku moze sie stac krzywda przestrzegajac standardowych zalecen lekarskich , a drugiego argumentacja lekarzy i edukatorow cukrzycowych i dietetykow nie przekonuje – to tez jest prawo i przywilej rodzica.
Dopoki dziecko nie osiagnie pelnoletnosci, to pelna odpowiedzialnosc ponosi rodzic. Nikt inny. Z jednej strony mamy wiec odpowiedzialnosc ale z drugiej wolnosc do podejmowania takich decyzji, jakie wydaja sie rodzicowi sluszne. Jeszcze raz podkresle – nie mowie tu o patologii.
Nazywanie rodziny patologiczna a rodzicow debilami tylko dlatego, ze nie zgadza sie na:
a) karmienie dziecka chorego na ct1 ponadfizjologiczna iloscia weglowodanow
b) traktowanie dziecka chorego na ct1 w szkole gorzej niz reszta dzieci
c) wiecznie nieprzespane noce pod wplywem ciaglych gor i dolin spowodowanych przestrzeganiem zalecen lekarskich
d) utrzymywanie ponadfizjologicznych stezen glukozy tylko dlatego, ze hiperglikemie w takim przypadku sa zawsze ostre i potencjalnie zagrazajace zyciu
e) bycie traktowanym z gory tylko dlatego ze ma sie swoje zdanie na temat kierowania choroba dziecka
f) brak realnej pomocy ze strony sluzby zdrowia , bo rady przez nich udzielane nie wnosza zadnych pozytywnych zmian
jest w mojej ocenie gleboce krzywdzace.
Jesli ktos jest tak przejety dobrem tych dzieci i tych rodzin – niech zrobi cos wiecej niz tylko napisze dwuzdaniowy komentarz na fejsbuniu. Niech wyjdzie z inicjatywa i uroni troche z krynicy wlasnej madrosci i doswiadczen. Krytykowanie, oczernianie, wysmiewanie i wywyzszanie sie kosztem innych jest pewnym swiadectwem. Bynajmniej nie dojrzalosci i odpowiedzialnosci.
Jesli chodzi zas o chetnych do pomocy innym – pokazcie wpierw jak definiujecie sukces w przypadku zarzadzania ta choroba i pokazcie efekty swojej pracy. I nie chodzi mi o podrasowane filterkami zdjecia owsianek. Chodzi mi wyniki waszych podopiecznych. Nie wyniki ukradzione z innych grup , ale wyniki waszych podopiecznych przed i po zmianach. Zdjecia waszych podopiecznych przed i po zmienach. Dalej, wyjasnijcie “fachowo” dlaczego to, co zalecacie musi dzialac. To tak gwoli wiarygodnosci.
_
W swojej ksiazce dr Bernstein podkresla, ze:
a) wszelkie zmiany w rezimie zywieniowym czy terapeutycznym nalezy przedyskutowac z lekarzem prowadzacym.
b) wizyty kontrolne u lekarza prowadzacego powinny sie odbywac co 3 miesiace
c) zasadne jest robienie przez pacjentow co 3-6 miesiecy nastepujacych badan celem okreslenia ryzyka sercowo naczyniowego
TNF-alfa
D-dimery
oksydowane LDL
glikowane LDL
fibrynogen
homocysteina
ApoB
hs CRP
male geste LDL
d) w razie niepokojacych wynikow dr Bernstein zawsze zleca badanie angio TK tetnic wiencowych i USG tetnic szyjnych oraz kieruje do kardiologa
Ze swojej strony chcialbym rowniez podkreslic, że z tego co mi wiadomo:
- rozwoj miazdzycy to nie przeziebienie – trwa latami, mowa nawet o 10, 20, czy 30 latach
2. Choc wykazano skojarzenie miedzy poziomem stezenia LDL a ryzykiem wystapnia arteriosklerozy , to nie wykazano do tej pory zwiazku przyczynowo skutkowego wg kryteriow Bradford Hill. Skojarzenie nie oznacza związku przyczynowo-skutkowego. Jeśli LDL-C bylby zawsze aterogenny, to osoby z wysokim LDL-C powinny zawsze mieć więcej plytek miażdżycowych niż osoby z niskim LDL-C, a wiemy, ze tak nie jest. Najsilniejszym dowodem przyczynowości jest to, że obniżenie lub wyeliminowanie podejrzewanego czynnika przyczynowego jest w stanie zmniejszyć częstość występowania danej choroby. Jeśli wysoki poziom LDL-C jest główną przyczyną chorob serca i ukladu krazenia, to korzyść z leczenia statynami powinna być tym większa, im bardziej LDL-C jest obniżony. Wiemy, ze tak nie jest.
3. Pomimo, iz celem protokolu nie jest wprowadzenie pacjenta w tzw. „ketoze” (lecz umiejetne i bezpieczne wprowadzenie i utrzymywanie normoglikemii), to dieta zalecana przez dr Bernsteina, w zaleznosci od indywidualnych decyzji zywieniowych pacjenta, moze prowadzic do wystapienia cial ketonowych we krwi. Wiemy, że u osób predysponowanych dieta bogata w tłuszcze nasycone może powodować hipercholesterolemie. Zaobserwowano, że u szczupłych osób z niskim poziomem trójglicerydów (TG) i wysokim poziomem cholesterolu HDL (HDL-c) może wystąpić znaczny wzrost stężenia cholesterolu LDL (LDL-c) w osoczu podczas stosowania diety ketogenicznej o bardzo niskiej zawartości węglowodanów. Zjawisko to zostało nazwane fenotypem hiperreagującego na masę beztłuszczową (LMHR) i było szeroko dyskutowane w sieciach społecznościowych w ciągu ostatnich 6 lat. […] Istnieje niewiele bezpośrednich danych klinicznych dotyczących wartości predykcyjnej podwyższonego stężenia LDL-c dla ryzyka wystąpienia miażdżycowej choroby sercowo-naczyniowej w kontekście bardzo niskowęglowodanowej diety ketogenicznej – zwłaszcza w fenotypie LMHR.
4. Wiemy, ze w medycynie zawsze wybiera się mniejsze zło – dla jednego pacjenta mniejszym zlem jest ryzyko zawalu i szybkiej smierci w wieku powiedzmy 70 lat, a dla drugiego mniejszym zlem jest ryzyko wystapienia powiklan cukrzycowych w wieku juz nawet 20 lat powodujac powolna, bolesna agonie i brak jakiegokolwiek komfortu zycia przez kolejne lata nedznej egzystencji.
5. Protokol dr Bernsteina jest medycznie uzasadnioną i naukowo udowodnioną metodą przeciwdziałania przewlekłej hiperglikemii, której bezpośrednim skutkiem jest ekstremalny wzrost ryzyka wystąpienia choroby serca i układu krążenia. Najnowsze zalecenia PTD 2023 na stronie 18 w piśmiennictwie odnoszą się do artykułu naukowy nr 7. Komentarz to poniższego wykresu wydaje się zbędny https://www.bmj.com/content/321/7258/405.long
https://www.bmj.com/content/bmj/321/7258/405/F1.large.jpg…
_
Wolność wyboru czyli słów parę o świadomym wyborze i odpowiedzialności
- Nigdy nie tytułowałem się lekarzem. W filmach na YT przedstawiam się jako cukrzyk typu 1 z paroletnim stażem. Tu na grupie również nie przedstawiam się jako lekarz.
- Grupa na fejsbuku i jej treści są tylko grupą na fejsbuku. Każdy cukrzyk ma lekarza prowadzącego.
- Ta grupa nazywa się tak, jak się nazywa, bo promojemy w niej przede wszystkim treści zawarte w książce dr Bernsteina oraz rozszerzenie wiedzy w niej zawartej.
- Każdy cukrzyk (lub jej/jego rodzic) ponosi pełną odpowiedzialność za przestrzeganie (bądź nie) zaleceń terapeutycznych swojego lekarza prowadzącego.
- Wiemy, że dieta zalecana przez ADA, PTD oraz edukatorów cukrzycowych prowadzi do postępu insulinooporności, cukrzycy typu 2 i niekontrolowanej/niewyrównanej cukrzycy typu 1. To dlatego sfrustrowani pacjenci zamiast u lekarzy szukają pomocy w internecie.
- Wiemy, że w przypadku osób z predyspozycją do insulinooporności i cukrzycy dieta wysokowęglowodanowa prowadzi do zespołu metabolicznego i bardzo niekorzystnego profilu lipidowego gwarantującego z długim okresie czasu wystąpienie chorób układu krążenia/serca.
- Wiemy, że przewlekła hiperglikemia (bo tym jest w istocie cukrzyca) prowadzi do szeregu powikłań. Jest dowiedzione naukowo, że średnie stężenie glukozy powyżej 100 mg/dl (tzw. hemoglobina glikowana mierzona w procentach) oznacza wzrost ryzyka wystąpienia każdego z powikłań cukrzycowych. W przypadku chorób serca mówimy o co najmniej 29% na każdy jeden procent powyżej 4.9%. Lekarze wiedzą, że docelowy zakres 70-180 mg/dl oraz Hba1c na poziomie choćby i 6.5% gwarantują długofalowo wystąpienie powikłań cukrzycowych jednak mimo to decydują się świadomie nie informować o tym swoich pacjentów ponieważ nie wiedzą jak należy postępować z cukrzycą, by osiągać całodobowo zdrowy zakres 70-95 i/lub hba1c około 5%. Przemilczają to, że skazują pacjentów na powikłania, bo nie mają dla nich alternatywy, więc chociaż chcą, żeby się pacjent „trochę starał”.
- Wiemy, że jedynym sposobem na utrzymanie całodobowo normoglikemii rozumianej jako cukry w wąskim zdrowym zakresie 70-95 mg/dl u osob z syndromem metabolicznym lub cukrzyca jest ograniczenie do minimum spożycia węglowodanów. Wiemy również, że ze względu na proces przekształcania aminokwasów i kwasów tłuszczowych do glukozy nie ma konieczności przyjmowania glukozy w formie węglowodanów, bez których organizm doskonale sobie radzi.
- Wiemy, że w efekcie ograniczenia węglowodanów do maksymalnie 30g wolnoprzyswajalnych dziennie, występują następujące zmiany:
a) spadek masy ciała
b) zmniejszenie bądź całkowity zanik insulinooporności
c) obniżenie się glikemii
d) spadek trójglycerydów
e) wzrost HDL
f) unormowanie się ciśnienia krwi
g) wycofanie mgły myślowej
e) wycofanie się stłuszczenia trzustki i wątroby
f) obniżenie stężeń insuliny
g) ustępowanie/wycofywanie się powikłań , które jeszcze są odwracalne
9. Wiemy, że u niektórych osób dochodzi do podwyższenia się LDL-C nawet 3-4 krotnie względem tego jak ten parametr wyglądał na diecie wysokowęglowodanowej. Nie wiemy dlaczego tak się dzieje i nie wiemy jaki wpływ na zdrowie makrowaskularne to zjawisko ma. Na tej grupie działa na przykład pan Mateusz Mucha , który zawsze dokłada dziegciu do moich łyżek „cholesterowego miodu” i tonuje moje wypowiedzi. Nie został on wyrzucony ani zakneblowany tylko dlatego, że nie podziela mojego „entuzjazmu”. Chcę przez to powiedzieć, że mamy tu pluralizm wypowiedzi i każdy cukrzyk lub jego rodzic może wyciągać z takich dyskusji wnioski.
10. Wiemy, że wprowadzenie statyn celem redukcji LDL-C w co najmniej 50% przypadków skutkuje efektami ubocznymi, których pacjenci na dłuższą metę nie są w stanie tolerować.
11. Wiemy, że zmiana diety z ubogowęglowodanowej na bardziej węglowodanową ponownie pogarsza markery „cukrzycowe” a wycofane powikłania powracają. Wiemy, że osoby po przeszczepie trzustki również wycofują całodobową normoglikemią swoje powikłania.
12. Obecne zalecenia odnośnie szkodliwości LDL-C bazują na badaniach wykonanych na ogólnej społeczności nie karmiącej się ubogowęglowodano a jak udało się niezbicie ustalić radykalne ograniczenie węglowodanów w diecie powoduje cały szereg reakcji metabolicznych, które w sposób diametralny odróżniają takie osoby od reszty populacji w kontekście metabolicznym.
13. Zalecenia dr Bernsteina ustawiają sobie za cel zdrowie pacjenta pomimo choroby, a więc zakres 70-95 oraz TIR równy 100%. Są to bardzo ambitne założenia. Pacjenci z reguły luzują te kryteria do hba1c równego 5% i zakresu 70-120. Przy tak wąskim zakresie wiadomym jest, że osiągnięcie TIR rzędu 75% jest ogromnym sukcesem dla początkujących. Gdyby rozszerzyć zakres do 180 tak jak to robi większość cukrzyków to osoby przestrzegające zaleceń dr Bernsteina miały by cały czas TIR równy 100, ale nie o to im chodzi, bo to nie TIR powoduje powikłania, których chcą uniknąć.
14. Podążanie zaleceniami doktora Bernsteina skutkuje bardzo łagodnymi spadkami, które bardzo łatwo przy pomocy jednej tabletki glukozy skorygować. Ma to związek z czasem przyswajania glukozy powstałej w procesie glukoneogenezy a także rodzajem insuliny przyjmowanej przed posiłkami bogatobiałkowymi. Dodatkowo tzw zasada małych dawek gwarantuje małe pomyłki a tym samym lekkie niedocukrzenia.
15. CGM pomimo swoich niezaprzeczalnych zalet wciąż nie są w stanie zastąpić pomiaru „z palca”. Niemniej dzięki alarmom bardzo łatwo wyłapać niedocukrzenia i im szybko zaradzić. Żaden cukrzyk nie przebywa celowo długich okresów czasu w hipoglikemii.
16. Według zaleceń PTD z 2023 kliniczna hipoglikemia oznacza cukry poniżej 54 mg/dl. Na Freestyle Libra hipoglikemia oznacza cukier poniżej 70 mg/dl.
17. Żaden człowiek nie jest chodzącym LDL, czy chodzącą trzustką. Redukowanie pacjenta do jednego parametru jest błędem. W gestii lekarza należy przeprowadzenie wywiadu, zlecenie szczegółowych badań, postawienie diagnozy. W gestii pacjenta jest ewentualne zasięgnięcie drugiej i trzeciej opinii. Nikt nie jest nieomylny i nikt nie wie wszystkiego. Najczęściej niestety widzimy zrzut ekranu ze zwykłym panelem lipidowym , gdzie LDL jest wyliczany ( a nie mierzony) wg formuły Friedwalda. Brak wyników badań markerów ogólnoustrojowego zapalenia, brak ApoB, brak anamnezy. Wróżenie z fusów.
18. Za każdym razem, gdy rozmawiam z rodzicami dzieci chorych na cukrzycę stosującymi się do zaleceń dr Bernsteina słyszę z ich ust to samo – dziecko ma mnóstwo energii, prawidłowo się rozwija, cukry zdrowe, ma apetyt, nie ma nadwagi. Wiem, to są tylko anegdoty, ale potwierdzają to, o czym dr Bernstein pisze w swojej książce.
19. Na grupie są osoby, które nie stosują się ściśle do zaleceń protokołu ale też przyznają w rozmowach ze mną, że „to działa” i że to jest „jedyna skuteczna metoda na cukrzyce”. Kto sprobował, ten wie.
20. Nie jestem obiektywny i nie muszę być. Jestem tylko cukrzykiem typu 1, który pomaga rozprzestrzenić metody dr Bernsteina. Nie ma obowiązku ich stosowania. Nie obowiązku słuchania tego, co mam do powiedzenia. Każdy cukrzyk (czy jego/jej rodzic) ma rozum i decyduje jak chce żyć i komu chce wierzyć. Lekarze są od „leczenia”, więc jak ktoś chce się leczyć, to powinien słuchać bezkrytycznie swojego lekarza prowadzącego. A jak ktoś chce ogarnąć swoją chorobę, to musi niestety zacząć myśleć samodzielnie i się dokształcać non-stop i brać pod lupę wszystko to, co mu lekarz powie, bo może się okazać, że w czymś jednak lekarz nie ma całkowitej racji.
_
Dr Blake Donaldson leczył ludzi dietą ubogowęglowodanową – kazał chorym jeść 225g tłustego mięsa trzy razy dziennie. Proporcje po ugotowaniu wynosiły 170gram mięsa i 56gram przylegającego do niego tłuszczu/ Zabraniał chorym jedzenia: cukru, mąki, skrobi i picia alkoholu. Pozwalał na jedzenie „hotelowej porcji” (filiżanki) świeżych owoców lub jednego małęgo ugotowanego ziemniaka dziennie. Zalecał pół godziny spaceru dziennie i pozwalał na picie kawy i herbaty. Uleczył w ten sposób około 17 000 pacjentów z wszelkich chorób tzw. cywilizacyjnych. Tutaj fragment jego książki opisujący jego zalecenia dla cukrzyków: https://www.facebook.com/groups/sposob.na.cukrzyce/permalink/4012774242268737/ – szkoda, że nie ma już takich lekarzy
O tym sposobie żywienia dowiedział się od Vilhjalmura Stefanssona, polarnika, który przeżył wiele miesięcy z Eskimosami żywiąc się tak jak oni – mięsem fok, reniferów rybami, tłuszczem niedźwiedzi polarnych oraz wielorybami. Jak pisał w swoich wspomnieniach z czasów przebywania w osadach na kontynencie – warzywa czy owoce jadaliśmy tylko wtedy, gdy nie było nic innego do jedzenia.
Od Donaldsona o skuteczności tej diety dowiedział się Alfred Pennington, dyrektor medyczny firmy Du Pont. Zalecił szefom tej firmy taki sposób żywienia, dzięki czemu każdy z nich bardzo mocno schudł. Pennington wygłosił wykład o tym sposobie odżywiania w 1952 na Harvardzie na wydziale nauk o żywieniu. Przewodniczącym tego sympozium, na którym Pennington występował był wtedy Mark Hegsted – jeden z twórców piramidy żywieniowej (patrz: https://www.facebook.com/groups/sposob.na.cukrzyce/permalink/4034605660085595/).
Od Penningtona o diecie ubogowęglowodanowej dowiedział się Atkins. W tym samym czasie, kiedy Atkins zalecał swoim „sercowcom” (był kardiologiem) de facto dietę Penningtona Bernstein mierzył sobie jako pierwszy cukrzyk na świecie stężenia swojej glukozy po każdym spożywanym produkcie spożywczym dochodząc do tego samego wniosku co Stefansson, Donaldson, Pennington, czy Atkins – że dieta ubogowęglowodanowa jest prawdziwie zbilansowaną dietą w sensie: nie brak jej niczego, czego organizm potrzebuje, by być zdrowym.
_
Kasa, kasa, kasa
Wielu moich „zwolenników” stara się dyskredytować dotychczasowy ogrom pracy jaki włożyłem w:
- Przetłumaczenie książki dr. Bernsteina na język polski
- „Własnoręczne” wydanie wyżej wymienionej
- Rozpropagowanie zasad protokołu jak i rzeczonej książki poprzez codzienne prowadzenie tej grupy fejsbukowej
- Pomaganie początkującym członkom tej społeczności we wdrażaniu zasad protokołu
- Udział w konferencjach popularnonaukowych celem rozpowszechnienia informacji o książce i protokole
- Zebranie na pomagam.pl odpowiednich środków na wydanie książki
- Nagrywanie filmów na YT w celu pomocy osobom zbyt zabieganym, żeby mieć czas i energię coś jeszcze po pracy czytać
mówiąc, że:
- jestem Januszem biznesu
- że zrobiłem to dla kasy
- że naciągam/manipuluje ludźmy by sprzedać książkę i „dorobić się na chorobie/ludzkiej krzywdzie”
- wsółpracuje z braćmi Rodzeń, a oni to się „w ogóle sprzedali” i nic z medycyną nie mają wspólnego.
„Dziwnym” zbiegiem okoliczności, gdy tylko zamieszczam prowokacyjne, spłaszczające przekaz i narracje wpisy (mea culpa, staram sie dotrzec do „mas”, ale raczej mi to nie wychodzi, chociaż kto wie?) , te same osoby wyrażają swoje oburzenie, że:
- „więcej się spodziewali po mnie”
- „kiedyś wpisy trzymały klasę, a teraz tylko manipulacje żeby sprzedać książkę”
- one tu przyszły „sie czegos dowiedziec” , a nie czytac moje opinie („brednie”)
Chciałem wszystkim takim „zwolennikom” zwrócić uwagę na dwie rzeczy:
- Nie ma czegość takiego, jak jakość bez nakładów finansowych. Jeśli ktoś uważa, że można zrobić cokolwiek istotnego bez żadnego wsparcia finansowego, bez żadnych środków pieniężnych, tylko li dobrymi chęciami, ten nie wie na jakim świecie żyje. Nie ma nic za darmo, nawet za rozdawane w supermarkecie próbki szamponu ktoś zapłacił, żeby ktoś inny mógł dostać „za darmo”. Nie oznacza to, że do produktu wysokiej jakości potrzebne są nie-wiadomo-jakie środki (mój „projekt” jest tego najlepszym dowodem) , ale bez jakiegokolwiek budżetu, to można sobie pogwizdać a nie robić misję edukacyjną.
- Zapraszam wszelkich malkontentów do współpracy. Zależy Ci na najwyższej jakości treściach na tej grupie? Do dzieła! Samo się nie zrobi. I nie chodzi mi o wrzucanie linków do filmików na YT. Jak chcesz naprawdę pomóc, zgłoś się do mnie. Jest tyle tematów, które czekają w kolejce, że starczy pracy i dla ciebie. Wejdź w moje buty i przejdź się razem ze mną. To, co do tej pory przeczytałeś/aś na grupie nie wzięło się z osmozy. Sam do tego doszedłem, wyczytałem, poświęciłem czas, żeby się nauczyć a następnie streścić w pigułce i zamieścić w formie wpisu tu na grupie. Wyciągam więc dłoń do każdego, kto oprócz pretensji jest w stanie zaoferować coś więcej. Wtedy może dotrze do co-poniektórych, że żeby kogoś zainteresować jakimiś treściami, trzeba najpierw mieć coś do powiedzenia, a żeby wymagać, trzeba najpierw coś z siebie dać.
_
Można żyć „normalnie” albo można żyć pięknie – wybór należy do was
Pragnę przypomnieć wszystkim nowym i starym członkom, że tytuł tej grupy brzmi „Protokół dr Bernsteina dla cukrzyków” i promujemy tutaj jedynie wąską jak ucho igielne bramę do normoglikemii, ponieważ jak do tej pory ani ja ani dr Bernstein nie widział jeszcze 3 zrzutów cgm od którejkolwiek osoby chorej na cukrzycę jedzącej „normalnie” (cokolwiek to znaczy, czekam na definicję) i stosującej zalecenia nowoczesnej diabetologi, nowoczesne technologie typu pompę insulinową i CGM lub przede wszystkim system sztucznej trzustki APS, pętli zamkniętej, które to zrzuty wyraźnie wskazywałyby na utrzymywanie u takiej osoby całodobowo cukrów do 100 mg/dl.
Wyjątkiem jest członkini naszej grupy, Pani Małgorzata Masłowska, która wkłada dużo pracy w to co robi, a dodatkowo jest wegetarianką (ukłony).
Informacja podprogowa, którą wszyscy piewcy „normalnego jedzenia w cukrzycy” starają się nagminnie promować to:
dzięki stosowaniu najnowszej technologii, możecie żyć jak do tej pory i cieszyć się tak samo dobrym zdrowiem jak osoby zdrowe, również tak jak one nie wkładając żadnego wysiłku ani troski w to co jecie ani jak żyjecie.
Chciałbym wszystkich wierzących w tą mantrę rozczarować – niestety nie jest to prawda, bo na takie hba1c, jakie w każdym jednym przypadku osiągają cukrzycy dokładnie stosujący protokół dr Bernsteina, to ze świecą szukać wśród sztucznotrzustkowców. To są rodzynki, a nie reguła. Jak pytam zawsze o zrzuty cgm i kopie wyników hba1c na innych grupach albo tutaj to idą szukać i nie wracają albo nagle milkną albo odpowiadają pytaniem „a po co Ci” albo zdaniem w stylu „nie będę się przed tobą tłumaczyć”.
A u nas na grupie jest na odwrót – jak ktoś robi wg protokołu to zawsze ma hba1c max 5%. I nie ma zmiłuj.
Ponieważ wypowiedzi sprzeczne z zaleceniami dr. Bernsteina i podważające jego wyniki wśród pacjentów stosujących jego protokół nic oprócz zamętu w głowach osób szukających tutaj Prawdy nie tworzą , uprzedzam wszystkich adwokatów diabła, że będę ich/je wyrzucać. Mam dla nich wszystkich radę:
proszę stworzyć własną polskojęzyczną grupę sztucznotrzustkowców, wypromować ją od zera, napisać i wydać książkę o swoich sukcesach, wyprzedać ze dwa nakłady, prowadzić kanał YouTube i instagram, zorganizować konferencję temu poświęconą i wtedy będziemy sobie dyskutować. Oni przy piwku, my przy winku. A póki co, pokażcie cgmy, w końcu tak bardzo o ich powszechny dostęp dla cukrzyków walczyliście.
_
Do wszystkich hejterów list otwarty
kiedy umilkną klakierzy i zostaniesz sam/a z cierpieniem swoim lub swojego dziecka;
kiedy lekarze nie będą mieli zadowalających odpowiedzi;
kiedy każdy kolejny dzień będzie drogą przez mękę;
kiedy będziesz błagać o jedną przespaną w spokoju noc;
kiedy pogrążysz się w czarnej rozpaczy na myśl o tym, że to dopiero początek;
być może przypomnisz sobie w akcie desperacji o „wariatach” jedzących prawie samo białko i tłuszcze odzwierzęce
i może nawet kupisz książkę dr Bernsteina i ją przeczytasz;
wtedy, być może dopiero wtedy, dotrze do ciebie, że dałeś/aś się nabrać, że straciłeś/aś tyle lat oszukując przede wszystkim samego/ą siebie.
My wciąż tu będziemy i wyciągniemy do ciebie dłoń.
Pamiętaj.
_
_
Kortyzol
Jestem w trakcie lektury książki Judy Cho – The Carnivore Cure. Rewelacyjna pozycja. Poniżej fragmenciki:
Twoje nadnercza produkują hormony wspomagające układ odpornościowy, metabolizm i reakcje na stres. Dla przykładu: kortyzol jest uwalniany nie tylko w trakcie stresu, ale także wtedy, gdy organizm musi uregulować stężenie glukozy we krwi. […]
Priorytetem ludzkiego organizmu jest przede wszystkim przetrwanie, więc każde wytrącenie stężenia glukozy w krwiobiegu z normalnego, zdrowego przedziału jest odbierane przez organizm jako bezpośrednie zagrożenie życia. W sytuacji gdy organizm jest w stanie hiperglikemii (tak, to nie pomylka – przyp LW) , wytwarza on kortyzol, zużywając w tym procesie składniki odżywcze. Kortyzol powstaje z cholesterolu oraz mnóstwa witaminy B. Te ostatnie pomagają zapobiegać infekcjom i ogólnie wspierają zdrowie na poziomie komórkowym. Niedobór witaminy B skutkuje zaburzeniami w prawidłowym funkcjonowaniu organizmu.
Koniec cytatu
Tutaj pare moich przemyśleń:
hiperglikemia = wyrzut kortyzolu
wyrzut kortyzolu = jeszcze wyższa hiperglikemia u ct1 = insulina jak woda = zamknięte koło insulinooporności
wyrzut kortyzolu = zuzywanie cholesterolu
zuzywanie cholesterolu = nie dosc cholesterolu do wytworzenia witaminy D3
_
Dla Pani Jolanty Załogi oraz każdego, kto nie rozumie podstawowych reguł komunikacji
Człowiek uczy się całe życie. Rozumiem, nie każdy miał możliwość o tym się dowiedzieć w domu i/lub w życiu. Chciałem więc zwrócić uwagę na następujące zagadnienia – mogą się w życiu jeszcze przydać.
- Liczy się zarówno to, co się mówi, jak i to, jak się mówi.
Przykład> Ja nie przespałem się z Pańską żoną.
JA nie przespałem się z Pańską żoną.
Ja NIE przespałem się z Pańską żoną.
Ja nie PRZESPAŁEM SIĘ z Pańską żoną.
Ja nie przespałem się z PAŃSKĄ żoną.
Ja nie przespałem się z Pańską ŻONĄ.
W zależności od tego, gdzie kładziemy akcent, zdanie ma zupełnie inny wydźwięk.
2. Zanim wyciągniemy jakiekolwiek wnioski, warto dopytać interlokutora, czy dobrze go zrozumieliśmy. Czasami człowiek lubi sobie w głowie pewne rzeczy z góry założyć, dodać, nadinterpretować itd. Parę pytań kontrolnych rozwiewa wątpliwości.
Przykład I
Osoba A: Nie da się kupić tej książki, płatność kartą nie działa.
Osoba B: Chcesz powiedzieć, że nie potrafisz zamówić tej książki?
Osoba A: Tak, nie da sie.
Osoba B: Co konkretnie nie działa – czy nie działa płatność kartą debetową, czy kredytową? Czy próbowałaś innej metody płatności? Rozmawiałaś już o swoim problemie ze sklepem?
Przykład II
Osoba C: Jem mięso i nie mam problemu z podjadaniem. Nie jestem krową na pastwisku.
Osoba D: Poczułam się urażona Twoją wypowiedzią, bo wg mnie implikujesz, że jestem krową, bo jem warzywa.
Osoba C: Nie chciałam Cie urazić, być może źle się wyraziłam. Chodziło mi o fakt, że jedzenie białka i tłuszczu powoduje szybki i długotrwający efekt sytości dzięki czemu nie trzeba co chwilę podjadać. Krowa na pastwisku je cały dzień, bo żywi się trawą, która nie syci, stąd musi jeść cały dzień (podjadać).
3. Zaczepianie, słowne prowokacje, krytykanctwo itp. wcale nie są zabawne.
Przykład:
Osoba E: Kiepskie to Pana wydawnictwo. Po co Pan ich w ogóle broni. Lepiej by Pan wydał tą książkę w wydawnictwie mojej znajomej. Lepsze warunki by Pan dostał i można by płacić czym się chce.
Osoba F: Nie zna Pani szczegółów mojej umowy, nic Pani nie wie o całej operacji związanej z wydaniem książki ale oczywiście to nie przeszkadza w wyrażaniu kategorycznych sądów. Oczywiście, ma Pani do nich prawo. Ale można było tak:
Pragnę zwrócić Pana uwagę na brak spisu treści na stronie sklepu internetorwego Kliniki Języka oferującej Pana książkę. Chciałabym również nadmienić, że samo doświadczenie zakupu pozostawia pole do popisu, ponieważ możnaby parę rzeczy usprawnić. Kontakt z wydawcą jest utrudniony, czy zechciałby Pan podać numer telefonu pod którym mogłabym porozmawiać z obsługą klienta?
Jeśli nie widzi Pani różnicy, to obawiam się, że przeżyje Pani kolejne rozczarowania ludźmi i ich postawami wobec Pani.
_
Przepis na „sukces”
Cały czas zaglądam na grupy o niskim indeksie glikemicznym, gdzie non stop zgłaszają się kobiety i proszą o interpretację wyników. W większości jest to klasyczna insulinooporność i początki cukrzycy typu 2. Zawsze pojawia się zdanie-mantra: „odżywiam się zdrowo, nie rozumiem”. No to ja wziąłem flagową pozycję zdrowego odżywania dzisiejszych kobiet – Przepis na sukces Ewy Chodakowskiej i zrobiłem taką tabelkę jak poniżej. Jest to przetłumaczone „na nasze”, co przykładowy jadłospis ze stron 48-50 oznacza w kontekście obiążenia glikemicznego. Czy ktoś ma jeszcze jakieś pytania? Czy o taki sukces tym biednym zmanipulowanym kobietom chodziło? Podajcie dalej, może ktoś w końcu coś zrozumie.
__
Volenti non fit iniuria
Przyłączają się do naszej grupy osoby, które nie podążają zaleceniami dr. Bernsteina i niezapoznawszy się (zazwyczaj) z książką/przewodnikami/treściami/regulaminem na grupie starają się z miejsca przekonywać nas, że protokół jest zbyt restrykcyjny i nie da się na dłuższą metę go przestrzegać; że nie warto się starać, bo niższa hemoglobina wcale nie jest warta wyrzeczeń. Pytają o badania naukowe potwierdzające brak negatywnych efektów diety zalecanej przez dr Bernsteina na dzieci i dorosłych chorych na cukrzycę. Chwalą się długim stażem choroby bez powikłań i wychwalają zbawienny wpływ warzyw i owoców na zdrowie, jednocześnie przytaczając badania wskazujące na możliwość częstszego występowania raka u osób spożywających czerwone mięso (ciekawe, że żywimy się mięsem od początku naszego istnienia na Ziemi, a rak to choroba cywilizacyjna). Wymieniają jednym tchem wszystkie możliwe zalety pomp insulinowych. Niektórzy cenią sobie wegetarianizm i wmawiają mi, że się katuję i wprowadzam ludzi w błąd.
Chciałbym w tym miejscu tak zbiorczo podziękować za ich troskę, zarazem wyjaśniając pokrótce nasze stanowisko.
Robimy to, co robimy, ponieważ podążając zaleceniami osiągamy jako cukrzycy hemoglobinę glikowaną na poziomie ≤5%.
Ilu tych, którzy chcą nas nawracać ze złej drogi może się taką hemoglobiną pochwalić? Gdzież oni są? Poszli szukać swoich wyników laboratoryjnych i nie wrócili. Co ciekawe nasze wyniki badań okresowych są tutaj sukcesywnie przez nas publikowane , łącznie z wykresami dobowej glikemii. Nikt nigdzie nie musi chodzić i niczego nie musi szukać.
Dlaczegóż nam tak zależy na takiej hemoglobinie glikowanej skoro według PTD celem powinny być poziomy rzędu 6.5-7%? Ponieważ wielokrotnie w czasopismach naukowych poświęconych medycynie a diabetologii w szczególności pojawiały się wyniki badań stwierdzające, że już od hba1c 4.9% ryzyko WSZELKICH możliwych powikłań cukrzycowych wzrasta – niezależnie od tego, czy ktoś jest cukrzykiem, czy nie.
To jest szczególnie drażliwy fakt dla tych, którzy wymachują maczugą “badań potwierdzających szkodliwość mięsa”/“badań potwierdzających zdrowotne właściwości zbilansowanej diety”, no bo nie można zjeść ciastka i mieć ciastko – albo się je więcej węglowodanów i ma wyższe cukry albo się je mniej i ma niższe cukry. To nie jest czarna magia, tylko zasady fizjologii niezmiennie i niezaprzeczalnie występujące u każdego chorego na cukrzyce. Zresztą, niejednokrotnie ci zatroskani używają tego jako argument mówiąc “to nie sztuka nie jeść węgli i mieć takie cukry”. Naprawdę? To czemu sami nie odstawią skoro to takie proste? Jeśli nie zależy im na zmniejszeniu ryzyka powikłań to jakie są ich motywacje?
Nikogo nie zmuszamy do tego, żeby podążał – tak, jak my – zaleceniami dr Bernsteina. To jest każdego prywatna decyzja i za każdym razem upominamy tutaj “świeżaków”, żeby co najmniej przeczytali wszystkie przewodniki, a najlepiej książkę, zanim zabiorą się za wprowadzanie jakichkolwiek zmian w swoje życie. Swoją drogą, czy Ci zatroskani zastanawiali się dlaczego coraz to nowe osoby chcą nas naśladować? Czyż naprawdę jest aż tak źle na zbilansowanej diecie i nowoczesnej półautomatycznej insulinoterapii, że trzeba szukać pomocy w internetach? No jak to?!
Dziękuję więc nowoprzybyłym, zatroskanym o dobro „starszych rangą” członków tej grupy podążających zaleceniami dr Bernsteina, za wyrażanie swoich obaw, ale skoro wy jesteście OK z tym, co robicie ze swoim życiem i zdrowiem, to DAJCIE NAM ŻYĆ PO SWOJEMU, bo CHCĄCEMU NIE DZIEJE SIĘ KRZYWDA. Szczególnie w przypadku doinformowanych i zorientowanych na rezultaty dorosłych zarządzających cukrzycą swoją lub swoich pociech.
Zdrowych płaskich cukrów życzymy
_
Wczoraj (25.09.2022) byla rocznica mojej diagnozy. Jak kazda kolejna – ta rowniez byla slodko-gorzka. Jak zadna poprzednia – ta byla wyjatkowa. Cukrzyca wywrocila moje zycie do gory nogami, a wlasciwie wyciagnela mi dywan spod nog, jednoczesnie popychyjac pierwsza kostke domina.
Na poczatku nie wierzylem, ze moglo mi sie to przytrafic, wypieralem ten fakt. Nie trwalo to jednak dlugo, poniewaz moje cialo dawalo mi wyraznie znac, ze lekarze jednak sie nie pomylili. Zaczalem wiec szukac wlasciwego sposobu radzenia sobie z tym wszystkim i ten sposob dosc szybko znalazlem. Mialem to „szczescie”, ze nie wsiadlem na hustawke glikemiczna. Ominela mnie ta „przyjemnosc”.
Przed tygodniem rozpoczalem promocje ksiazki „Sposob na cukrzyce. Protokol dr. Bernsteina”. Rano stalem w sali rycerskiej Palacu w Uniejowie i dzielilem sie z uczestnikami konferencji moja historia, wieczorem stalem na scene w sali konferencyjnej Hotelu Mercure we Wroclawiu obok lekarzy – braci Rodzen, dr. Rob Cywes’a czy dr. Tomasza Dangela. Chwile wczesniej wyglosilem krotka prelekcje o protokole dr. Bernsteina dla ponad 250 osob na sali i tysiecy ogladajacych to wydarzenie przez internet. Gdyby ktos 25.09.2019 powiedzial mi, ze tak bedzie wygladac moje zycie za trzy lata, pomyslalbym, ze chyba nie wzial rano lekow.
W miniony weekend swietowalem wydanie ksiazki – w sobote przy najlepszym steku (i najdrozszym) jakiego kiedykolwiek jadlem w zyciu, a w niedziele na jednodniowym wypadzie do Nicei, wiecie – tej z piosenki zespolu Lemon.
[…]
Przerzuć kartkę, zaryzykuj, bądź dziwakiem.
Nie idź ścieżką – własną depcz, otwórz głowę.
Zanim powiesz – zrozum, bądź.
Nigdy nie burz – buduj, twórz,
Smakuj, milcz, myśl i czuj.
[…]
__
Slow pare o pokorze
Ci sami ludzie, ktorzy z piedestalu swojej funkcji i autorytetu jej przypisanemu obdarzaja zrozpaczonych, zszokowanych, bezbronnych i bezradnych ludzi pogarda, arogancja i pycha maja czelnosc pouczac mnie o tym czym jest szacunek i pokora.
Szanuje indywidualne wybory. Kazdy ma prawo sie mylic. Jestem daleki od tego by kogokolwiek pouczac, niemniej – nie zamierzam milczec, gdy widze, ze ktos bladzi, nie radzi sobie i nie wie jak sobie pomoc. Nie zamierzam milczec, gdy wiem, ze to, co robie dziala. Nie uwazam naglasniania zalecen dr. Bernsteina poprzez porownanie wlasnego przykladu z czyims innym za brak szacunku wobec kogos lub za brak pokory z mojej strony. Nikt, zapaliwszy lampę, nie stawia jej w ukryciu ani pod korcem, ale na świeczniku, aby ci, co wchodzą, widzieli światło.
To, czy ktoś woli brnąć w ciemnościach czy iść w kierunku światła, to już nie moja sprawa. Ale nie zamierzam nigdy godzić się na to, by niedzwiedzimi przysługami i bezczelnym wprowadzaniem ludzi w błąd odbierać im ostatnie promyki nadziei i szanse na lepszy los.
Każdy cukrzyk ma prawo wiedzieć, jak osiągnąć całodobowa normoglikemie. To, że ktoś nie wie, jak ja osiągnąć, nie daje mu przyzwolenia do odbierania tego prawa innym.
Poniżej zrzut z wczoraj. Nie było idealnie. Nie zawsze jest. Ale każdy wie o co chodzi – dążymy do perfekcji, by móc sięgnąć gwiazd.
_
_
_
Jestem flegmatykiem/melancholikiem z domieszka choleryka. To znaczy, ze zawsze potrzebowalem wiecej czasu na wszystko. To znaczy, ze zawsze potrzebowalem wiecej uwagi. To znaczy, ze zawsze bylem dociekliwy i nieprzejednany, pedantyczny i zorganizowany w sferach na ktorych mi zalezalo. Wycofany obserwator, diabelnie inteligentny ale absolutnie nie przebojowy. Jak spiewal Sting „confront your enemies, avoid them when you can”. Konsekwenty ale i niecierpliwy. To ostatnie po mamie.
Kazdy z nas jest inny. Jestem inny niz moi rodzice. Nawet jesli to rozumieli, to nie potrafili sie do mnie dostroic. O nauczycielach nawet nie chce wspominac. Nie pasuje do rzeszy cholerykow i sangwinikow, wiec nie pasowalem do polskiej zwyklej szkoly. Nigdy jej nie lubilem, choc zawsze mialem czerwone paski. Uwazalem ja za strate czasu, za marnowanie mojego potencjalu, bo moje zainteresowania i potrzeby przebiegaly w innych kierunkach.
Potrzebowalem uwagi, poczucia bycia sluchanym, zainteresowania ze strony doroslych, bycia istotna czescia czyjegos zycia. Nigdy w formatywnym okresie dziecinstwa i dojrzewania nie uzyskalem tego. Ani w szkole, do ktorej zmuszony bylem uczeszczac, ani w domu, bo zawsze bylo cos wazniejszego, caly czas pospiech, jak mawiaja Anglicy: „ships passing in the night”. Niby liczy sie jakosc, a nie ilosc. Ale nie w moim przypadku. Ja sam sobie wyplucze zloto z rzeki czasu ze mna spedzonego, ale potrzebuje czuc chocby i strumyk u mych stop.
W zwyklym codziennym zyciu w Polsce moja flegmatycznosc i melancholijnosc przegrywa czesto z cholerycznoscia otoczenia. To prawda. Ale Polska szkola nie nauczyla jak sobie z tym radzic. Polska szkola tylko poglebila we mnie frustracje bycia nieadekwatym, wyobcowanym. Byla tak samo nieadekwatna do mnie, jak ja do niej. Co z tego, ze w szkolach bylem prymusem, skoro ukonczywszy je nie mialem zielonego pojecia kim jestem. Czy nauczylem sie w niej jak nawiazywac i podtrzymywac znajomosci, kolezenstwo i przyjaznie? Smiem twierdzic, ze watpie. Czy dala mi narzedzia do tego, jak radzic sobie z moimi watpliwosciami, frustracjami, poczuciem braku adekwatnosci itd. Wolne zarty. Nikogo to nie interesowalo. Nie po to jest szkola. Nie po to jest ten system.
Zycie pokazalo, ze do zachowania higieny psychicznej musialem przeniesc sie do innego otoczenia. Kombinatorstwo to nie to samo co zyciowa zaradnosc, przebiega miedzy nimi cienka ale wyrazna roznica. Zycie wbrew temu co widac na codzien w Polsce, to nie ciagla walka o byt, o przetrwanie, o zachowanie zdrowego rozsadku, o godnosc. Takie postawienie sprawy to jest aberracja.
Czy zatem bedac melancholikiem/flegmatykiem mozna powiedziec, ze nie poradzilem sobie w doroslym zyciu? Bynajmniej. Ale stracilem mnostwo czasu szukajac swojego miejsca. Gdybym mial taka mozliwosc – nie poslalbym siebie samego do zwyklej szkoly, bo w moim przypadku bylo to najmniej efektywna forma rozwijania mojego potencjalu i najdluzsza droga do rozwoju. Bylo tak, jak w reklamie – jak cos jest do wszystkiego, to jest do niczego.
_
jesteśmy urodzonymi mięsożercami, czy to się komuś podoba czy nie
_
Coś jest nie tak, czyli początki cukrzycy typu 2
_
Parę słów o rodzicach
_
Kubeł zimnej wody
_
Podstawową przyczyną insulinooporności jest przekraczanie osobistego progu zawartości tłuszczu
Insulina zapewnia, że twoje ciało nie rozpadnie się, a cała zmagazynowana energia wpłynie do krwiobiegu od razu.
Wyobraź sobie, że twoje ciało jest jak gigantyczny zbiornik na wodę z kranem na dole, który powoli uwalnia glukozę i tłuszcz do krwiobiegu.
- Insulina jest sygnałem, który odkręca kurek (tj. wątrobę), aby umożliwić przepływ wystarczającej ilości zgromadzonej energii do krwioobiegu, który jest niezbędny do napędzania codziennych czynności.
- Bez insuliny kran pozostałby otwarty, a cała zmagazynowana energia popłynęłaby do krwioobiegu.
- Im więcej energii przechowujesz, tym więcej insuliny jest potrzebne, aby upewnić się, że kran jest szczelnie zakręcony, aby utrzymać ciśnienie.
Ponieważ węglowodany podnoszą poziom insuliny i glukozy we krwi bardziej w krótkim okresie, wiele osób postrzega cukrzycę jako chorobę polegającą na nietolerancji węglowodanów i toksyczności insuliny. Ale ostatnio zaczęliśmy postrzegać cukrzycę jako wynik toksyczności energetycznej i przekroczenia osobistego progu tłuszczu .
Gdy zapasy tłuszczu staną się przepełnione i nie będą już mogły wchłonąć dodatkowej energii, przekroczysz swój osobisty próg tłuszczu . W tym momencie pojawia się „toksyczność energetyczna”, a nadmiar energii z diety wraca do twojego systemu, nie mając dokąd pójść. Rejestruje się to jako podwyższony poziom glukozy we krwi, ketony i wolne kwasy tłuszczowe we krwi.
Jeśli nadal będziesz jeść więcej niż potrzebujesz i przekroczysz swój osobisty próg tłuszczu , twoje ciało magazynuje nadmiar energii wokół ważnych narządów, takich jak wątroba, trzustka, serce i mózg. Może to spowodować stany takie jak zapalenie trzustki, stłuszczenie trzustki, niealkoholowa stłuszczeniowa choroba wątroby (NAFLD), neurodegeneracja i choroby serca.
https://optimisingnutrition.com/how-to-optimise-your…/…
_
Pływając w węglach nie masz szans. Jedyna szansa, żeby opanować cukrzycę to zmiana reguł gry, wyjście na stały ląd, zmiana nawyków, zmiana sposobu działania. Po niecałych trzech latach stosowania protokołu doktora Bernsteina z całą świadomością stwierdzam, że jest to jedyna skuteczna metoda opanowania cukrzycy – wyeliminowanie spożycia szybko wchłanialnych wysoko przetworzonych węglowodanów oraz owoców , przejście na dietę naszych praprzodków bazującą przede wszystkim na białku i tłuszczach odzwierzęcych, umiejętna lekoterapia oparta o jedynie niezbędne fizjologiczne dawki leków, regularny, intensywny, wyczerpujący wysiłek fizyczny zwiększający insulinowrazliwosc.
Moja historia nie jest anegdotyczna. Każda osoba chora na cukrzycę, która zredukuje radykalnie ilość spożywanych szybko wchłanialnych wysoko przetworzonych węglowodanów zauważa natychmiastową ogromną różnicę w poziomach glikemii i jej zmienności.
Zasada małych dawek, stały jadłospis, neutralna insulina ludzka, insulina bazowa jedynie do pokrycia zapotrzebowania w trakcie poszczenia między posiłkami, używanie długich igieł, całodobowa normoglikemia rozumiana jako cukry 70-100, Glucophage, trening beztlenowy. Nic ci to nie mówi? Przeczytaj książkę dr Bernsteina. Nie znasz angielskiego? Przeczytaj przewodniki na tej grupie.
Zmień zasady gry, a przestaniesz życ w wiecznym strachu i rozpaczy probujac uciekać przed rozszarpaniem w szczękach rekina. Cukrzyca będzie w stanie co najwyżej ugryźć cię w d&p€. Ale przeważnie jedynie pocałować.
_




